Zabił księdza, nastolatkę i jej ojca. Gdzie są ciała ofiar byłego ministranta?

2026-09-14 8:42

Cztery ofiary, czworo zabitych i ani jednego odnalezionego ciała. Mariusz B. został skazany na dożywocie, ale tajemnicę ukrycia zwłok wciąż zachowuje dla siebie. Śledczy, mimo szeroko zakrojonych poszukiwań i analiz, nie zdołali odnaleźć miejsc pochówku. Akta sprawy kryją porażające szczegóły.

Początkowo Mariusz B. sprawiał wrażenie osoby niezdolnej do jakichkolwiek przestępstw. Uchodził za cichego, pracowitego i ułożonego człowieka. Jednak w toku śledztwa na jaw zaczęły wychodzić mroczne fakty, które ostatecznie połączyły go z poczwórnym morderstwem.

Zgodnie z oceną biegłego psychiatry, Mariusz B. cechował się wysoką inteligencją i dużą pewnością siebie, a także umiejętnie manipulował otoczeniem. Starał się kreować nieskazitelny wizerunek własnej osoby, maskując wszelkie wady. W ukrywaniu dowodów zbrodni miał asystować mu kuzyn, Krzysztof R. Specjaliści ocenili go jako osobę niedojrzałą emocjonalnie i zakompleksioną, co sprawiało, że łatwo ulegał wpływom ludzi, których uważał za bliskich.

Początek historii na warszawskiej Woli

Początki tej sprawy sięgają lat 90. Mariusz B. służył wtedy jako ministrant w kościele św. Wojciecha przy ulicy Wolskiej w Warszawie, gdzie poznał przyszłe ofiary. Początkowo nawiązał bliską więź z duchownym Piotrem S., jednak ich znajomość zakończyła się w dramatycznych okolicznościach. Następnie w jego życiu pojawiło się małżeństwo D., z którym z czasem połączyły go relacje intymne. Kluczową postacią w tej historii okazała się również córka pary, Ola.

Jak wskazują dokumenty sądowe, dziewczyna na początku widziała w Mariuszu starszego brata. Z biegiem czasu mężczyzna zaczął jednak zmieniać swoje nastawienie, narzucać jej swoją wolę i coraz bardziej kontrolować życie całej rodziny. W jednym z zachowanych listów Ola napisała o Mariuszu: „Był moim najlepszym przyjacielem, a stał się wrogiem”.

Kolejne morderstwa Mariusza B.

Pierwsza tragedia rozegrała się w 2006 roku. To wtedy na terenie posesji w Pułtusku zamordowano Olę D. oraz jej ojca, Zbigniewa. Następną ofiarą padł Henryk S., instruktor tańca, który był blisko związany z osobą z otoczenia Mariusza B. Mężczyzna miał zginąć w 2007 roku. W 2008 roku doszło do kolejnego morderstwa – ofiarą padł ksiądz Piotr S., z którym sprawca był związany od lat młodzieńczych. Odkrycie powiązań między tymi zbrodniami doprowadziło śledczych do jednego, wspólnego punktu – Mariusza B.

Badanie wariografem i zaskakujące reakcje

Istotnym dowodem w sprawie były wyniki badań na wariografie. Mariusz B. usilnie starał się zafałszować odczyty, próbując manipulować swoim oddechem. Ekspert prowadzący badanie zauważył jednak, że sprawcy nie zawsze udawało się powstrzymać naturalne reakcje fizjologiczne.

Najsilniejsze reakcje odnotowano, gdy pytania dotyczyły okoliczności zabójstwa księdza Piotra S. Reakcje organizmu podejrzanego wskazywały na związek z metodą morderstwa oraz potencjalnym miejscem popełnienia zbrodni. Urządzenie zarejestrowało specyficzne zmiany podczas pytań związanych z samochodem, lasem i cmentarzem.

Wariograf zasugerował również, że ciała ofiar mogły zostać zakopane w ziemi. Teorię tę wzmocnił dowód w postaci łopaty ubrudzonej ziemią, którą funkcjonariusze zabezpieczyli w pojeździe należącym do Mariusza B.

Przeszukiwania lasów wokół Pułtuska

Organy ścigania podjęły próbę lokalizacji miejsc ukrycia ciał. Skupiono się głównie na terenach w pobliżu Pułtuska. Sam podejrzany naprowadził śledczych na miejscowość Zambski Kościelne, leżącą nad Narwią, ale niedługo potem odwołał te zeznania, argumentując to rzekomym przymusem ze strony funkcjonariuszy.

W akcję zaangażowano leśników, przeczesując tereny podlegające nadleśnictwom Popławy, Grabowiec i Zatory. Mimo weryfikacji dziesiątek informacji i dokładnego przeszukania wytypowanych obszarów, poszukiwania nie przyniosły przełomu.

Zwłok nigdy nie odnaleziono.

Prokuratura zakłada, że ciała Oli, jej ojca Zbigniewa oraz księdza Piotra S. wciąż spoczywają gdzieś w lasach niedaleko Pułtuska. Z kolei zwłoki Henryka S. prawdopodobnie zostały zakopane w okolicach Mławy.

Tajemnica braku zwłok pozostaje nierozwiązana

Sąd skazał Mariusza B. na karę dożywotniego więzienia, ale wyrok nie przyniósł odpowiedzi na kluczowe pytanie. Do dzisiaj nie udało się ustalić, gdzie spoczywają szczątki ofiar bezwzględnego mordercy.

Sam skazany kategorycznie odmawia wskazania miejsc pochówku. Jego kuzyn, podejrzewany o pomoc w zacieraniu śladów, twierdzi z kolei, że nie miał nic wspólnego z morderstwami ani z chowaniem zwłok. Mimo upływu lat sprawa ukrycia ciał czterech ofiar wciąż pozostaje mroczną zagadką.