Zabił rodziców na oczach młodszego rodzeństwa. Uniknął jednak więzienia

Ta makabryczna zbrodnia zszokowała całą Polskę. Dwudziestoczteroletni Mateusz G. zamordował własnych rodziców, a makabrycznemu zdarzeniu przypatrywało się jego młodsze rodzeństwo. Dlaczego sprawca nie trafił za kratki? Rozstrzygająca okazała się ocena biegłych psychiatrów, którzy stwierdzili u niego całkowitą niepoczytalność w momencie ataku. Wymiar sprawiedliwości ostatecznie umorzył sprawę, kierując napastnika do zamkniętego szpitala psychiatrycznego.

Jesienią 2017 roku przy warszawskiej ulicy Walcowniczej rozegrał się prawdziwy koszmar, który na trwałe wpisał się w policyjne kroniki. W trakcie domowej kłótni młody mężczyzna nagle chwycił za nóż kuchenny. Na oczach przerażonego rodzeństwa zadał śmiertelne ciosy Monice i Krzysztofowi. Zaatakowana para wykrwawiła się na miejscu, zanim ktokolwiek zdążył wezwać służby ratunkowe.

Zbrodnia na ulicy Walcowniczej w Warszawie. Mateusz G. zamordował rodziców

Na pierwszy rzut oka ich życie wydawało się perfekcyjne. Czterdziestodziewięcioletni Krzysztof realizował się jako inżynier budownictwa, a jego żona Monika pracowała jako pedagog w lokalnej szkole. Okoliczni mieszkańcy uważali ich za niezwykle życzliwych ludzi.

Niestety, w tym idealnym obrazku był pewien mankament. Najstarszy potomek zrezygnował ze studiów i zatrudnił się w lokalu gastronomicznym. Opiekunowie regularnie robili mu wyrzuty, oczekując ambitniejszego podejścia do życia. Mateusz stopniowo izolował się od otoczenia, a sąsiedzi zauważyli, że przestał się z kimkolwiek witać, sprawiając wrażenie permanentnie wściekłego na cały świat.

Morderstwo w Warszawie. Zaskakujące zachowanie Mateusza G. po zatrzymaniu

Tuż po interwencji policji dwudziestoczterolatek prezentował skrajnie nietypową postawę. Choć nie był pod wpływem alkoholu, zachowywał absolutny spokój. Milczał, odmawiając składania zeznań i nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. Śledczy natychmiast skierowali go na badania psychiatryczne.

Specjaliści po kilku tygodniach orzekli, że napastnik był całkowicie niepoczytalny, co wykluczało świadomość popełnianej zbrodni. U mężczyzny zdiagnozowano zaawansowane problemy natury psychicznej, w tym silne stany urojeniowe. Zaznaczono przy tym, że mimo wysokiej inteligencji, istnieje ogromne ryzyko powtórzenia tak brutalnego zachowania w przyszłości.

Zabójstwo w Warszawie. Dlaczego sąd nie skazał Mateusza G. na więzienie?

Przepisy w Polsce jasno określają, że osoba pozbawiona poczytalności w chwili ataku nie może usłyszeć wyroku skazującego. Tego typu działanie nie figuruje w systemie jako standardowe przestępstwo, ponieważ sprawca nie panuje nad swoimi czynami. Z tego względu prokuratura wystąpiła o umorzenie śledztwa zamiast kierowania aktu oskarżenia.

Wnioskowaliśmy do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego środków o charakterze izolacyjnym z uwagi na wysoką szkodliwość czynów, których dopuścił się podejrzany - tłumaczył prokurator.

Sąd w pełni zaakceptował takie rozwiązanie. Postępowanie oficjalnie zamknięto, a dwudziestoczterolatek trafił do strzeżonego szpitala, gdzie najpewniej spędzi resztę swoich dni w ścisłej izolacji.

 

ROLKI