Zabójstwo na Kilińskiego. Usłyszał strzały, myślał, że to petardy

Było chwilę po piątej rano, gdy mieszkańcy Żyrardowa usłyszeli kilka strzałów. 42-letni Norbert L. został trafiony dwoma kulami. Mężczyzna zginął na miejscu. Przez kolejne miesiące śledczy próbowali odtworzyć, co wydarzyło się na ulicy Kilińskiego. Nie mieli nagrania samego zabójstwa ani naocznego świadka. Mieli jednak dziesiątki innych dowodów. Przesłuchali 53 świadków, przeanalizowali monitoring, połączenia telefoniczne, wiadomości i wyniki badań kryminalistycznych. Aż w końcu 2 czerwca 2026 roku Sąd Okręgowy w Płocku wydał wyrok. Sebastian S. ma spędzić w więzieniu 25 lat, a Mateusz W. − 30 lat.

Około 5.10 wpłynęło zawiadomienie do służb. W rejonie ulicy Kilińskiego odkryto ciężko rannego 42-latka. Mimo trwającej kilkadziesiąt minut reanimacji, nie zdołano ocalić jego życia. Szybko stało się jasne, że to morderstwo. Śledczy, koordynowani przez prokuratora, prowadzili na miejscu wielogodzinne czynności. Teren był dokładnie przeszukiwany w celu zabezpieczenia śladów. Dziennikarze „Super Expressu” zauważyli funkcjonariuszy wyposażonych w wykrywacze metalu, co sugerowało, że poszukiwano naboi lub łusek.

Jeden z mieszkańców mówił wtedy reporterowi „SE”: − Podczas porannej kawy usłyszałem trzy strzały. Wydawało mi się, że to petardy, dlatego nie wyszedłem nawet z domu. Dopiero kiedy dokończyłem kawę, zauważyłem, że na miejscu zaroiło się od policji i pogotowia.

Zabity Norbert L. był już wcześniej znany organom ścigania. Bezpośrednio po tragedii, miejscowi spekulowali o porachunkach na tle narkotykowym. Prokuratura w tamtym czasie nie dzieliła się szczegółami dochodzenia.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Zatrzymanie Sebastiana S. i Mateusza W. cztery dni po zbrodni

Policja ujęła dwóch podejrzanych już po czterech dobach od zdarzenia. Sebastian S. i Mateusz W. zostali osadzeni w areszcie. Żaden z nich nie przyznał się do winy, systematycznie odmawiając też składania jakichkolwiek wyjaśnień.

Postępowanie trwało blisko rok. Z końcem października 2024 roku żyrardowska prokuratura sfinalizowała śledztwo, przekazując akt oskarżenia do sądu. Zarzuty dotyczyły wspólnego i zaplanowanego zabójstwa Norberta L. przy użyciu niezidentyfikowanej broni. Dokumentacja wskazywała, że padły dwa strzały w plecy ofiary.

Poszlakowy proces o zabójstwo Norberta L.

Początek procesu przed Sądem Okręgowym w Płocku miał miejsce 20 grudnia 2024 roku. Aresztowani oskarżeni stanęli przed sądem, jednak wciąż podtrzymywali swoją niewinność i odmawiali odpowiedzi na zadawane pytania.

Prowadzący sprawę sędzia Jacek Giętka podkreślił poszlakowy charakter procesu. Śledczym nie udało się odnaleźć narzędzia zbrodni, brakowało też świadków naocznych czy nagrań wideo samego momentu morderstwa. Zgromadzono jednak rozbudowany materiał dowodowy, obejmujący zapisy z kamer monitoringu oraz billingi. Włączono do akt również korespondencję SMS i historię połączeń między Sebastianem S. a ofiarą.

W toku śledztwa przeprowadzono analizy daktyloskopijne, genetyczne i toksykologiczne. Wykonano testy na obecność mikrośladów po wystrzale (GSR). Zgromadzono ekspertyzy z zakresu balistyki, medycyny sądowej i psychiatrii. Sprawdzono również zawartość urządzeń cyfrowych, a zeznania złożyło 53 świadków.

Finał sprawy nastąpił 2 czerwca 2026 roku, kiedy to Sąd Okręgowy w Płocku ogłosił werdykt w procesie o śmierć Norberta L.

Sąd uznał, że Sebastian S. oraz Mateusz W. współdziałali, oddając z nieznanej broni dwa strzały w tył ciała ofiary. Wynikiem były obrażenia klatki piersiowej i miednicy, które wywołały śmiertelny krwotok.

Wyrokiem sądu, Sebastian S. otrzymał karę 25 lat, a Mateusz W. − 30 lat więzienia. Ten drugi odpowiadał jako recydywista. Dodatkowo orzeczono wysoką rekompensatę finansową dla bliskich zamordowanego.

Według informacji z prokuratury, zgromadzone dowody uformowały na tyle szczelny „łańcuch poszlak”, że przekonały skład sędziowski. Decyzja nie jest jeszcze prawomocna.