Zastrzelił żonę na oczach dzieci i uciekł. Kobieta osierociła synka i córkę. "Wezwali karetkę, chcieli ratować mamę"

67-letni Bogusław G. na oczach własnych dzieci zastrzelił swoją żonę, po czym zbiegł. Dramatyczne zabójstwo w Raszynie wstrząsnęło lokalną społecznością, a na jaw wychodzą nowe fakty sugerujące, że być może udałoby się zapobiec nieszczęściu, gdyby służby działały bardziej stanowczo. Sprawca miał na swoim koncie zarzuty o znęcanie się nad bliskimi. Szeroko zakrojone poszukiwania zakończyły się znalezieniem jego zwłok.

Do tragicznych scen doszło po południu 7 maja 2026 roku przy ulicy Mokrej w Raszynie. Początkowo napływające wiadomości były bardzo ogólnikowe, a funkcjonariusze powstrzymywali się od podawania szczegółów zbrodni. Podkomisarz Monika Orlik z Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie w rozmowie z „Super Expressem” potwierdziła, że w domu jednorodzinnym zamordowana została obywatelka Wietnamu. Podejrzewanym o ten potworny czyn był 67-letni były mąż ofiary, Bogusław G. Jak się okazało, morderstwa dokonał w obecności dwojga małych dzieci.

Dramat na oczach dzieci. Po zabójstwie Anny sprawca uciekł

Zdjęcia z miejsca zbrodni błyskawicznie obiegły media. Widać na nich zasłoniętą przez policję posesję, a w okolicy pojawiły się liczne patrole oraz ratownicy medyczni. Cały teren zabezpieczono taśmami. Z komunikatu pruszkowskiej policji wynika, że służby ratunkowe powiadomiono około godziny 16:30. Na miejsce natychmiast skierowano patrole, które znalazły w domu ciało kobiety oraz przerażone dzieci. Natychmiast zajęto się małoletnimi, natomiast policjanci ruszyli w pościg, ponieważ świadkowie relacjonowali, że sprawca oddalił się z posesji.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Pruszkowska policja ogłosiła pełną mobilizację i wezwała do pomocy jednostki stołeczne, w tym kontrterrorystów. Intensywne poszukiwania trwały niecałe cztery godziny. Zakończyły się odnalezieniem zwłok poszukiwanego 67-latka. Mężczyzna leżał martwy na terenie cmentarza w pobliskim Prażmowie. Śledczy wstępnie wykluczyli zaangażowanie osób trzecich i podejrzewają samobójstwo uciekiniera.

Piotr Lis, dziennikarz „Super Expressu”, dotarł do znajomej zamordowanej. Okazało się, że Anna P. była troskliwą matką i udzielała się w środowisku wietnamskim w naszym kraju. Życie straciła z rąk byłego partnera, z zawodu pilota, z którym związała się przed przyjazdem do Polski. Małżeństwo od pewnego czasu było w rozsypce, do tego stopnia, że Anna zdecydowała się na złożenie wniosku o rozwód. Nikt nie zakładał jednak najgorszego scenariusza, czyli morderstwa, na które z przerażeniem patrzyły bezbronne pociechy.

Sonda
Jak oceniasz polską policję?

- Tam dochodziło do przemocy, wtedy ona wniosła o rozwód – ujawniła anonimowo przyjaciółka ofiary w rozmowie z „Super Expressem”. – Sąd przyznał Annie prawo do opieki nad dziećmi. Ona nie chciała ograniczać mu kontaktów, chociaż mogła. Była osobą niezwykle zaradną i całkowicie oddaną dzieciom, z podziwem patrzyłam, jak poświęcała im czas. Robiła wszystko, żeby dzieci miały dobrą opiekę – dodawała kobieta.

Anna zaczynała od nowa. Jej były mąż Bogusław G. sprawiał problemy

Miesiąc po tragicznych wydarzeniach Anna P. obchodziłaby swoje urodziny. Po rozstaniu z mężem starała się ułożyć sobie życie na nowo. Chętnie dzieliła się w internecie swoimi przemyśleniami o miłości, wdzięczności i szukaniu równowagi po trudnych doświadczeniach. Opublikowane w sieci zdjęcia pokazują uśmiechniętą kobietę, otoczoną przyjaciółmi, dla której najważniejsza była rodzina. Pod fotografiami pojawiają się dziesiątki komentarzy z kondolencjami od poruszonych internautów.

Czytaj także: Tomasz Zych był poszukiwany latami, a leżał pod ziemią. Zbrodnia wyszła na jaw, gdy sprawca sprzedał dom

Przeszłość 67-letniego Bogusława G. nie była jednak nieskazitelna. Był wcześniej notowany i usłyszał wyrok za stosowanie przemocy wobec własnej rodziny. Pojawiają się głosy, czy udałoby się zapobiec morderstwu, gdyby organy ścigania odizolowały oprawcę od żony i dzieci. Może Anna padła ofiarą swojej dobroci i zbyt dużej wyrozumiałości? Sprawą z Raszyna zajmuje się obecnie prokuratura, choć śledczy ostrożnie wydzielają informacje. Należy się jednak spodziewać, że sprawa, badana w kierunku zabójstwa i samobójstwa, z racji śmierci potencjalnego sprawcy, ostatecznie zostanie umorzona.

W międzyczasie pojawiają się kolejne informacje o kulisach tragedii. Z najnowszych ustaleń wynika, że to najstarsze dziecko zadzwoniło pod numer alarmowy i wezwało pomoc. Sytuacja dzieci z racji tego, że w Polsce nie mają żadnych bliskich krewnych, była skomplikowana. Z tego powodu diaspora wietnamska zorganizowała zbiórkę na rzecz małoletnich i szuka sposobu na ich długofalowe wsparcie. Rzecznik wietnamskiej społeczności w naszym kraju zadeklarował pełne zaangażowanie i wyraził głęboki żal po stracie członkini ich środowiska.

- Obecnie analizowane są możliwości wsparcia i pomocy małoletnim – przekazał Karol Hoang, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Wietnamczyków w Polsce.

Potwierdził on również tożsamość samobójcy znalezionego na cmentarzu. Dzieci, które są polskimi obywatelami, otrzymują wsparcie od odpowiednich specjalistów.

Zginęła od jednego strzału w głowę. Sprawca od razu uciekł

Tymczasem prokuratorzy z Pruszkowa potwierdzili, że oficjalnie ruszyło dochodzenie. Sprawa znalazła się pod lupą specjalnej jednostki policji, która ustaliła, że Anna została zabita przy użyciu broni palnej.

- Prowadzenie tej sprawy powierzono Komendzie Stołecznej Policji w Warszawie, Wydziałowi do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstwami – doprecyzował prokurator Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Na podstawie zebranych materiałów, mieszkanie ofiary było wynajmowane. Tego tragicznego dnia, w okolicach 16:00 do drzwi Anny zapukał Bogusław G., po czym zastrzelił byłą żonę. Śmierć nastąpiła błyskawicznie po jednym, celnym strzale w głowę.

- Po zdarzeniu sprawca zbiegł, a następnie udał się na cmentarz w Prażmowie w powiecie piaseczyńskim, gdzie targnął się na własne życie – przekazał prokurator Skiba.

Jak dowiedział się „Super Express”, mężczyzna zastrzelił się na cmentarzu przy grobie swojej matki. Samobójstwo popełnił przy użyciu tej samej broni, z której zabił matkę swoich dzieci.

Zobacz również: Wiktorek miał tylko miesiąc, ojciec skatował go na śmierć. Liczne złamania, obrażenia głowy. Nie do wiary

Organy ścigania przekazały, że dzięki wsparciu wójta gminy Raszyn osierocone dzieci zyskały profesjonalną opiekę terapeutyczną. Obecnie przebywają w rodzinie zastępczej i mają zapewnione bezpieczeństwo oraz odpowiednie warunki mieszkaniowe.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że Bogusław G. miał bogatą kartotekę. Został skazany za agresję wobec swojej rodziny. Według rzecznika prasowego prokuratury, śledztwo zakończyło się wniesieniem oskarżenia 11 września 2023 r., za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną. Otrzymał wyrok w zawieszeniu i dzięki temu przebywał na wolności.

- Prawomocnym wyrokiem z 21 listopada 2024 roku został on skazany na karę łączną pięciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres próbny wynoszący dwa lata – dodawał prokurator Skiba.

Z informacji przekazanych przez śledczych wynika, że od momentu wydania wyroku Bogusław G. rzekomo zachowywał się poprawnie, a służby nie otrzymywały zgłoszeń o kolejnych incydentach domowych, do czasu tego potwornego zdarzenia.

Przez lata pracował jako pilot. Sieroty zostały objęte opieką

Na jaw wychodzą kolejne niepokojące informacje. Bogusław G. w przeszłości legalnie posiadał broń. Skonfiskowano mu ją w wyniku oskarżeń o znęcanie się nad rodziną. Do popełnienia zbrodni użył jednak innego egzemplarza nabytego nielegalnie w tajemniczych okolicznościach. Trwają badania mające na celu ustalenie źródła jej pochodzenia.

Telewizja TVN w programie „Uwaga!” przedstawiła krótki życiorys Bogusława G. Z informacji tam przekazanych wynika, że przez wiele lat mieszkał z dala od Polski i latał na maszynach pasażerskich. Czas spędzał we Francji i w państwach azjatyckich, do Polski przyjeżdżał rzadko. Annę poznał w Wietnamie blisko 18 lat temu. Wzięli ślub, mieli dziecko i wiedli dostatnie życie. Po powrocie do Polski, Anna zaczęła handlować wietnamskim jedzeniem na bazarze w Piastowie.

- Sprzedawała sajgonki, które sama produkowała – mówił w programie „Uwaga” pan Robert, znajomy kobiety.

Motywy postępowania byłego męża wciąż pozostają tajemnicą i są przedmiotem dochodzenia. Pogrzeb zamordowanej kobiety odbył się 21 maja 2026 roku. Trumnę po mszy odprowadzono na lokalny cmentarz. Sprawa morderstwa ma jednak ciąg dalszy ze względu na sieroty, którym trzeba zapewnić kompleksową pomoc i wsparcie, po tym jak utraciły najważniejsze dla nich osoby.

Pokój Zbrodni - Zabójstwo Anny z Raszyna