Spis treści
W trakcie trwania II wojny światowej żołnierze III Rzeszy systematycznie okradali Łazienki Królewskie z najwartościowszych obiektów. Wśród zagrabionych przedmiotów znalazł się zbiór ośmiu wyjątkowych aplik ściennych, które wcześniej zdobiły Salę Salomona. Stworzone ze złoconego brązu i urozmaicone motywem Meduzy elementy uchodziły za prawdziwe arcydzieło sztuki rzemieślniczej, którego autorstwo przypisuje się Pierre'owi-François Feuchère'owi.
W 1944 roku omawiany zestaw został wywieziony do Austrii. Zrabowane na terenie Europy artefakty Niemcy składowali w zamku Fischhorn, zlokalizowanym w alpejskim Zell am See.
Co stało się ze świecznikami z Łazienek Królewskich?
Działania ukierunkowane na odzyskiwanie mienia ruszyły zaraz po zakończeniu konfliktu. Wiosną 1946 roku do zniszczonej stolicy dotarł transport z Salzburga ze skrzynią opisaną jako „la Poland. Bronzes”. Zamiast pełnego zestawu ośmiu ściennych aplik, do Polski przyjechały wtedy zaledwie trzy sztuki.
Jakie były losy brakujących artefaktów? Eksperci podejrzewają, że pięć pozostałych elementów zostało przywłaszczonych przez miejscowych mieszkańców albo stacjonujących tam alianckich wojskowych. Traktowali oni zgromadzone w austriackiej twierdzy cenne dzieła jako pamiątkowe zdobycze wojenne, kompletnie nie mając świadomości ich olbrzymiej wartości dla polskiej kultury. Zaginione obiekty wpisano do rejestru strat wojennych resortu kultury, jednak dzięki ostatniemu odkryciu lista poszukiwanych świeczników z tej serii skurczyła się do zaledwie czterech pozycji.
Tajemniczy grawerunek ujawnił pochodzenie zrabowanego zabytku
Przez dziesiątki lat miejsce przebywania jednej z tych ściennych ozdób pozostawało absolutną zagadką. Przełomem w weryfikacji okazał się bardzo drobny szczegół, który bezspornie potwierdził historyczny rodowód przedmiotu. Wszystkie aplikacje z tego zbioru posiadały identyczne znaki własnościowe w postaci litery M zwieńczonej koroną (inicjał cara Mikołaja) oraz litery Ł, wprost wskazującej na Łazienki Królewskie. Uzupełnieniem był unikalny numer inwentarzowy mieszczący się w przedziale od 189 do 196. Te dyskretne grawerunki, celowo wybijane w trudno dostępnym miejscu, zadziałały jak niezawodny dowód tożsamości, pozwalający po latach rozpoznać utracony artefakt.
Prywatny kolekcjoner oddał bezcenną aplikę do Warszawy
Sprawa odzyskanej apliki ściennej ma rewelacyjne zakończenie. Gdy dotychczasowy właściciel poznał jej rodowód, podjął decyzję o dobrowolnym zwrocie zabytku do Łazienek Królewskich.