Kolega Łukasza Żaka wytropiony na Mazowszu
W poszukiwania zbiega zaangażowani byli między innymi kryminalni z warszawskiego Targówka. Funkcjonariusze poświęcili sporo czasu na wnikliwą weryfikację wszelkich sygnałów dotyczących miejsca pobytu 24-letniego uciekiniera, aż wreszcie udało im się namierzyć jego konkretną lokalizację. Jak poinformowała nadkom. Paulina Onyszko z praskiej policji: „Wiedząc, że 24-latek za wszelką cenę będzie chciał uniknąć zatrzymania, poprzez próbę ucieczki, operacyjni przyjęli wiele scenariuszy planowanej akcji. Mężczyzna był jednak zaskoczony obecnością policjantów. Kiedy funkcjonariusze weszli na posesję i wskazali go jako osobę poszukiwaną, był spokojny i nie stawiał oporu. Akcja zakończyła się sukcesem. Zatrzymany w kajdankach trafił do północnopraskiej komendy, a potem zgodnie z dyspozycją sądu do białołęckiego aresztu”.
Kłopoty z prawem Mikołaja N. mają bezpośredni związek ze wstrząsającym wypadkiem z 15 września 2024 roku, który rozegrał się na stołecznej Trasie Łazienkowskiej. Właśnie wtedy pędzący z gigantyczną prędkością volkswagen arteon, za którego kierownicą siedział Łukasz Żak, z impetem wbił się w forda. Samochodem tym podróżowała czteroosobowa rodzina. Wskutek kolizji śmierć na miejscu poniósł 37-letni mężczyzna, natomiast jego żona oraz dwójka dzieci zostali przetransportowani na oddział ratunkowy. Poważnych obrażeń doznała także kobieta jadąca z Żakiem. Biegli wykazali, że sprawca mknął aż 226 km/h na odcinku z ograniczeniem do 80 km/h, a dodatkowo był pod wpływem alkoholu. Nie udzielił pomocy ofiarom i zbiegł z miejsca zdarzenia wraz z kolegami. Dopiero kilkudniowa obława zakończyła się jego zatrzymaniem na terytorium Niemiec.
Z kolei sam Mikołaj N. został skazany na cztery lata więzienia między innymi za mataczenie w śledztwie oraz pozostawienie poszkodowanych bez pomocy. Sąd zastosował wobec niego policyjny dozór, lecz w pewnym momencie 24-latek całkowicie zignorował ten obowiązek i przestał pojawiać się na komendzie. Taka postawa poskutkowała wydaniem na początku sierpnia listu gończego przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Od tego czasu śledczy metodycznie sprawdzali każdy kolejny trop, co ostatecznie zaprowadziło ich na teren prywatnej działki w podwarszawskim Izabelinie.