Zrozpaczeni seniorzy na celowniku nadzoru budowlanego. Czy starsi ludzie wylądują pod mostem?

Głębokie pęknięcia, sypiący się tynk i prowizoryczne podpory z metalu. Taki wstrząsający krajobraz od wielu miesięcy towarzyszy mieszkańcom wielorodzinnego budynku przy ulicy Hirszfelda 2 na warszawskim Ursynowie. Z powodu katastrofalnego stanu technicznego inspektorat wydał zakaz korzystania z obiektu. Zdesperowani ludzie boją się bezdomności. Śledztwo w tej sprawie prowadzą już prokuratorzy.

Dramat na Ursynowie. Seniorzy z ulicy Hirszfelda boją się bezdomności

Od wielu miesięcy warszawski budynek przy ulicy Hirszfelda 2 jest otoczony siatką i wzmocniony stalowymi filarami. Największe zniszczenia widać w okolicach jednej klatki schodowej, gdzie pęknięcia ścian są bardzo głębokie. Z powodu tego zagrożenia na zamontowanym ogrodzeniu zawisła informacja o całkowitym wyłączeniu obiektu z bieżącej eksploatacji. Spora część lokatorów musiała pilnie opuścić swoje mieszkania i poszukać schronienia u najbliższych lub w wynajętych pokojach zastępczych.

Siedemdziesięcioośmioletnia pani Danuta nie zdecydowała się na opuszczenie swojego ukochanego mieszkania. Starsza kobieta wyznała w rozmowie z dziennikarzem „Super Expressu”, że każdego dnia odczuwa ogromny lęk. Zestresowana seniorka ma pełną świadomość, że najmniejsza decyzja nadzoru budowlanego może zmusić ją do natychmiastowej wyprowadzki z dorobku całego życia.

„Jeśli każą mi się wyprowadzić jak sąsiadom, skończę pod mostem. Nie mam dokąd pójść. U córki i tak jest tłoczno. Jestem starszą osobą, potrzebuję swoich lekarstw, własnej kuchni i miejsc, które znam. Nie stać mnie na restauracje ani na wynajęcie mieszkania” – wyznała załamana 78-latka w wywiadzie dla gazety.

„Muszę sama ugotować sobie obiad. Mam swoich lekarzy i swoje przyzwyczajenia. Dla młodej osoby może jest to do przeżycia, ale dla starszych ludzi taka przeprowadzka jest ogromnym wstrząsem” – dodaje ze łzami w oczach starsza kobieta.

Starsza kobieta dołączyła do wirtualnej grupy na komunikatorze WhatsApp, gdzie zgromadzili się pozostali mieszkańcy wieżowca. Pojawiające się tam powiadomienia wywołują u niej narastające ataki paniki. Roztrzęsiona kobieta podejrzewa, że przez opieszałość i niekompetencję lokalnych urzędników ostatecznie znajdzie się na bruku. Podobne przerażenie towarzyszy reszcie sąsiadów, z których zdecydowaną większość stanowią osoby w podeszłym wieku bez alternatywnego dachu nad głową.

Dramatyczną sytuacją lokatorów z warszawskiego Ursynowa błyskawicznie zainteresowali się dziennikarze oraz przedstawiciele prokuratury. Niestety ogromny szum informacyjny jedynie spotęgował stres u starszych ludzi. Redakcja dziennika „Super Express” postanowiła dokładnie przeanalizować całe zamieszanie i zweryfikować prawdziwość pojawiających się w przestrzeni publicznej plotek.

Warszawski blok z lat 80. Decyzja nadzoru budowlanego zrujnowała życie lokatorów?

Potężny gmach mieszkalny stoi w centralnym punkcie stołecznego Ursynowa, tuż przy tętniącej życiem ulicy Hirszfelda 2. Obiekt wybudowany w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku zapewniał spokojne schronienie dla czterdziestu czterech rodzin. Ta część dzielnicy charakteryzuje się świetnym dostępem do infrastruktury transportowej. Zaledwie kilkanaście minut drogi od posesji funkcjonuje stacja metra Imielin oraz liczne przystanki komunikacji miejskiej.

Niestety spokojna codzienność starzejącej się społeczności legła w gruzach pod koniec czerwca bieżącego roku. Wówczas Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wydał wstrząsający dokument, nakazujący natychmiastową ewakuację wszystkich osób przebywających na terenie nieruchomości. Decyzja o braku możliwości dalszego zamieszkania sprawiła, że dziesiątki niczego nieświadomych ludzi straciło dach nad głową, a niektórzy wybiegali na dwór wyłącznie w szlafrokach i domowym obuwiu.

„Ja jestem tylko w klapkach, bo tak szybko kazaliście mi opuścić lokal. Przecież idzie zima, a ja nic nie mam, nawet ubrań. Pozwólcie mi wejść i chociaż zabrać najważniejsze rzeczy, w tym leki” – krzyczał zdenerwowany mieszkaniec podczas burzliwego zebrania z władzami spółdzielni mieszkaniowo-budowlanej „Imielin”.

Władze spółdzielni kategorycznie odmówiły udzielenia zgody na powrót do mieszkań. Przedstawiciele administracji tłumaczyli to rzekomym ryzykiem całkowitego zawalenia się drugiej klatki schodowej. Była to zaledwie jedna z kilkunastu podobnych tragedii ludzkich, które wydarzyły się na początku tegorocznych wakacji.

Zły stan techniczny pojedynczego fragmentu budynku poskutkował radykalnym zamknięciem całego wielorodzinnego bloku.

„Jako organ nadzoru budowlanego nie mogłam podjąć innej decyzji niż natychmiastowe wyłączenie budynku z użytkowania. Nadzór budowlany nie działał z zaskoczenia. Problem ze stanem technicznym klatki schodowej nr II był znany Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej »Imielin« co najmniej od sierpnia 2025 roku, kiedy powstała pierwsza ocena techniczna” – przekazała w oficjalnym stanowisku Oksana Krak, kierująca pracami powiatowego nadzoru budowlanego w stolicy.

Lokatorzy walczą z urzędami. Inspekcja nadzoru budowlanego budzi grozę

Zdesperowani lokatorzy samodzielnie stworzyli nieformalny komitet, dzięki któremu czerwcowa decyzja urzędników została błyskawicznie zaskarżona. Mazowiecki Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego przeanalizował złożoną dokumentację i postanowił całkowicie uchylić nałożony wcześniej zakaz użytkowania nieruchomości.

Dokumenty dotyczące uszkodzonych schodów ponownie trafiły na biurko warszawskich urzędników, którzy pod koniec lipca wystawili kolejny dokument zmuszający ludzi do wykwaterowania. Dookoła posesji postawiono metalowe ogrodzenie, jednak fizycznie odcięto wyłącznie uszkodzoną, drugą klatkę. Lokatorzy poradzili sobie z barierami, przesuwając luźne elementy ogrodzenia, by dostać się do pozostałych wejść, a samych zakazów nikt nie egzekwował.

Z początkiem września wojewódzki organ kontrolny po raz kolejny unieważnił kontrowersyjne nakazy niższej instancji. Trwająca od tygodni batalia urzędnicza całkowicie blokuje start prac naprawczych, a sama konstrukcja niszczeje. Poszkodowani warszawiacy z ogromnym lękiem oczekują na trzecią z kolei inspekcję ekspertów budowlanych.

Spółdzielnia „Imielin” odpowiada. Media winne problemom budynku przy ulicy Hirszfelda?

Dziennikarze usiłowali uzyskać merytoryczne wyjaśnienia od przedstawicieli spółdzielni „Imielin”. Z formalnego punktu widzenia placówka nie zatrudnia obecnie nikogo, kto mógłby wziąć na siebie odpowiedzialność za kontakt z mediami. Podczas zakulisowych wymian zdań wyszło na jaw, że winę za całe zamieszanie rzekomo ponosi poprzednia rada nadzorcza.

„880 członków spółdzielni złożyło już wniosek do Krajowej Rady Spółdzielni o walne zgromadzenie celem odwołania obecnych członków rady nadzorczej i powołania nowej. Wtedy dopiero będzie można wybrać zarząd, dzięki czemu spółdzielnia otrzyma oficjalną reprezentację. Wstępnie planujemy zgromadzenie na 24 października” – wyjawił jeden z pracowników spółdzielni.

Według doniesień osób zatrudnionych w administracji, to właśnie szerokie relacjonowanie sprawy przez dziennikarzy wywołało obecne komplikacje.

„Kiedy media, telewizje, gazety zainteresowały się sprawą rozpadającej się klatki w czerwcu, warszawski PINB ze strachu przed nagonką wyłączył cały budynek z użytkowania, dla świętego spokoju. Co więcej, firmy, które miały nam przeprowadzić remont tej klatki, wycofały się, nie chcąc być medialnie kojarzone z tą sprawą. Gdyby sprawa była cicha, już dawno wszystko byśmy załatwili” – narzekał anonimowy informator ze spółdzielni.

Mimo panującego chaosu administracja zadeklarowała w rozmowie z „Super Expressem”, że przygotowuje szczegółowe analizy techniczne, które pozwolą zabezpieczyć wyłącznie feralną klatkę. Reszta warszawiaków miałaby pozostać w swoich mieszkaniach, a druciane ogrodzenia zniknęłyby z osiedla, jeśli tylko zgodzą się na to instytucje nadzorujące.

Z nieoficjalnych relacji wynika, że ostateczne rozwiązanie sporu mogłoby nastąpić w przeciągu najbliższych miesięcy. Ewentualne prace wzmacniające mury zaplanowano dopiero na rok 2027, dzięki czemu lokatorzy zyskaliby pewność, że nie trafią na ulicę przed nadejściem mrozów.

Prokuratura wkracza na Ursynów. Byłemu członkowi rady nadzorczej grozi więzienie

Kolejnym etapem tej zagmatwanej historii jest interwencja prokuratury rejonowej Warszawa-Ursynów. Na początku września funkcjonariusze oficjalnie rozpoczęli procedurę śledczą, mającą na celu wyjaśnienie rzekomych zaniechań przy wdrażaniu robót ratunkowych. Postępowanie obejmuje również zwłokę w ewentualnej ewakuacji osób narażonych na uszczerbek na zdrowiu.

Szokującym aspektem prowadzonego dochodzenia jest fakt, że usterki techniczne feralnych schodów miały być zgłaszane i ignorowane już od 2009 r.

Seniorzy z ulicy Hirszfelda chcą tylko spokojnej starości w swoich mieszkaniach

Choć w urzędowych aktach sprawa wydaje się skomplikowaną procedurą prawną, w rzeczywistości jest to osobista tragedia dziesiątek przerażonych ludzi. Lokatorzy tacy jak siedemdziesięciokilkuletnia pani Danuta kładą się do łóżek z gigantycznym stresem, nie mając pewności, czy nazajutrz nie stracą całego dorobku swojego życia.

Osoby w podeszłym wieku absolutnie nie wyobrażają sobie wielomiesięcznej tułaczki po miejskich halach, tanich motelach czy też zatłoczonych pokojach u dalszej rodziny. Warszawiacy marzą jedynie o powrocie do bezpiecznej i stabilnej codzienności w swoich starych, ale własnych ścianach. Budynek stojący w centrum Ursynowa nie jest dla nich tylko urzędową sygnaturą, ale prawdziwym domem.

Brawura i idiotyzm. Tak dochodzi do tragedii na torach