Spis treści
Minione dni obfitowały w niezwykle dramatyczne incydenty na terenie placówek oświatowych.
Pierwszy ze wspomnianych aktów agresji wydarzył się w środę (7 października) na terenie Ostrołęki, gdzie dziewiętnastoletni Jakub, posługując się maczetą, rzucił się na grono pedagogiczne i młodzież w Zespole Szkół Zawodowych. Funkcjonariusze odkryli w jego torbie własnoręcznie przygotowany ładunek wybuchowy. W tym samym czasie w Sierpcu czujna postawa pedagoga zapobiegła kolejnemu nieszczęściu, gdy ujęto siedemnastolatka uzbrojonego w dwa noże, który odgrażał się rówieśnikom zrobieniem czegoś strasznego na terenie placówki.
Zaledwie dobę później, w czwartek, do kolejnej tragedii doszło w Leszczydole-Nowinach. Piętnastoletni Wiktor wtargnął do budynku szkoły podstawowej i śmiertelnie ugodził trzydziestosiedmioletnią kobietę zatrudnioną w tej instytucji, raniąc dodatkowo kilku innych ludzi, w tym kierującego placówką, który starał się powstrzymać napastnika.
Wymienione wyżej sytuacje to zaledwie ułamek szkolnej agresji z ostatnich miesięcy, gdyż wcześniej alarmujące incydenty miały miejsce także w innych regionach.
We wrześniu na terenie placówki w podlaskiej miejscowości Ptaki jedenastoletni chłopiec rzucił się z toporkiem na dziesięcioletnią dziewczynkę. Trzy lata wcześniej niemal identyczny koszmar wydarzył się w Kadzidle, oddalonym o zaledwie dwadzieścia kilometrów od Ostrołęki, gdzie Albert G. zaatakował nożem swoich kolegów i koleżanki, za co ostatecznie otrzymał wyrok osiemnastu lat bezwzględnego pozbawienia wolności.
Z jakiego powodu dorastająca młodzież decyduje się na tak drastyczne kroki? Eksperci z dziedziny psychologii zaznaczają, że nie istnieje tu jedna prosta przyczyna. Wskazują jednak, że decydującą rolę odgrywa często poczucie wykluczenia, samotność, kłopoty natury emocjonalnej oraz negatywny wpływ otoczenia, włączając w to przestrzeń wirtualną. Zatrważający pozostaje również fakt, że opiekunowie nierzadko przeoczają symptomy świadczące o pogłębiającym się problemie.
− Młodzi ludzie coraz częściej zamykają się w wirtualnym świecie, nie spędzają czasu z rówieśnikami, a ich interakcje z drugim człowiekiem są płytkie − mówi Romana Otto, psycholożka kliniczna i specjalistka ds. przeciwdziałania przemocy.
Ekspertka uzupełnia, że w podobnych okolicznościach niezwykle ciężko jest samodzielnie zdiagnozować własny kryzys mentalny. Zazwyczaj oprawcami zostają ludzie odbierani jako cisi i zrównoważeni, którzy w przeszłości mogli spotykać się z brakiem akceptacji. Brakowało w ich życiu dorosłego człowieka, który potrafiłby ich po prostu wysłuchać i obdarzyć zrozumieniem.
Z tą diagnozą zgadza się również psycholog i psychoterapeuta Justyna Kotowska, która podczas wywiadu udzielonego rozgłośni Radio Eska zaznaczyła, że stosowanie przemocy stało się współcześnie sposobem na zdobycie rozpoznawalności wśród rówieśników.
− To, co się dzieje w social mediach, to, w jaki sposób obecnie zdobywana jest popularność, jakimi informacjami jesteśmy bombardowani, na jaką ekspozycję młodzi są wystawiani, w jakiej presji żyją − wszystko to ma znaczenie − tłumaczy Kotowska.
Eksperci o fali przemocy: Jeden atak nastolatków rodzi kolejny?
Duży niepokój wywołuje niewielki odstęp czasu między kolejnymi informacjami o krwawych incydentach. Specjaliści akcentują ogromne zagrożenie związane ze zjawiskiem naśladownictwa, w szczególności w sytuacjach, gdy agresorzy zyskują popularność, a niuanse ich działań krążą w przestrzeni medialnej. Taka sytuacja nie obliguje jednak do twierdzenia, że kolejne ataki muszą być w jakikolwiek sposób ze sobą skoordynowane.
− Jeżeli w przestrzeni publicznej, w mediach czy podczas wystąpień publicznych niewłaściwie mówi się o tego typu zachowaniach − zarówno agresywnych, jak i autoagresywnych − może dojść do ich naśladowania − ostrzega ks. Tomasz Trzaska, suicydolog.
Z kolei doktor Mateusz Grzesiak, pełniący funkcję psychologa i wykładowcy w Akademii WSB, zaznacza, że w przestrzeni wirtualnej funkcjonują hermetyczne społeczności, w których autorzy szkolnych masakr zyskują status prawdziwych autorytetów. Osamotniony w rzeczywistości nastolatek odkrywa w takich miejscach upragnioną przynależność, której dotkliwie brakuje mu w codziennym życiu.
Reakcja władz na Mazowszu po serii ataków nożowników
Reagując na falę przemocy, niektóre organy samorządowe na terenie województwa mazowieckiego postanowiły tymczasowo zamknąć placówki oświatowe. W gminie Wyszków, Piasecznie oraz powiatach pułtuskim, wołomińskim i ciechanowskim zrezygnowano z prowadzenia lekcji. W samej stolicy zajęcia toczą się bez zakłóceń, jednak przy budynkach szkolnych rozmieszczono dodatkowe siły policyjne i straż miejską. Osoby zarządzające szkołami dostały wytyczne o zaostrzeniu procedur kontrolnych, co skutkuje wpuszczaniem do środka wyłącznie uczniów i kadry pracowniczej.
Dr Mateusz Grzesiak ostrzega: Kluczowe sygnały od młodzieży
Specjaliści mówią jednym głosem, że obecność funkcjonariuszy pod budynkami to jedynie rozwiązanie tymczasowe, a właściwa prewencja ma swój początek na długo przed eskalacją fizycznej agresji.
Fundamentalne znaczenie ma identyfikowanie pierwszych symptomów ostrzegawczych oraz kształtowanie takich więzi, by dorastający człowiek nie czuł się pomijany. Opiekunowie i pedagodzy muszą bacznie obserwować konkretne symptomy, do których zalicza się niespodziewane unikanie kontaktów, rosnącą alienację, chorobliwą fascynację sprawcami wcześniejszych masakr czy uzbrojeniem, a także rzucanie haseł w stylu, że jeszcze wszyscy o nich usłyszą.
Identyczny niepokój powinny wzbudzać publikowane w sieci wiadomości przypominające listy pożegnalne oraz wszelkie oznaki skrajnego załamania i tendencji samobójczych, które nader często stanowią preludium do ataków.
− Z analiz ataków w szkołach wynika, że sprawcy w większości przypadków zdradzają swoje zamiary przed atakiem. Mówią o nich kolegom albo zostawiają aluzje w internecie − dodaje dr Grzesiak.
Doktor Mateusz Grzesiak zaznacza, że najmłodsi muszą dowiadywać się od swoich opiekunów, iż poinformowanie o niebezpiecznych deklaracjach rówieśnika to żaden donos, lecz realne działanie chroniące zdrowie ewentualnych poszkodowanych i samego nadawcy groźby. Niezbędne staje się zagwarantowanie w placówkach oświatowych profesjonalnego wsparcia psychologicznego na odpowiednim poziomie.
− Pytanie nie brzmi, ile radiowozów podjedzie pod szkoły. Brzmi, kto w szkole zauważy ucznia, którego od miesięcy nikt nie widzi − podsumowuje dr Grzesiak.