Spis treści
Atak w mieszkaniu pod Warszawą. Bili krzesłem i ciężkim kluczem
Dramat rozpoczął się, gdy do lokalu 42-letniego Norberta O. wkroczył 22-letni Noe Ksawery J. wraz z 17-letnim Sebastianem S. Z ustaleń prokuratury wynika, że działali wspólnie i w porozumieniu, szybko przechodząc do brutalnej przemocy.
Zdezorientowana ofiara była okładana pięściami oraz łokciami, a agresja napastników stale przybierała na sile. Młodzi mężczyźni chwytali za wyposażenie mieszkania, uderzając 42-latka krzesłem oraz szklaną butelką po szampanie, a do zadawania ciosów użyli również ciężkiego klucza francuskiego.
– Napastnicy bili pokrzywdzonego różnymi przedmiotami – informowała st. asp. Monika Księżopolska z węgrowskiej policji.
Po lawinie uderzeń ciało mężczyzny pokryło się rozległymi zasinieniami i bolesnymi krwiakami.
Zmusili go do samookaleczenia. Wyciągnęli nóż
To jednak nie był koniec dramatycznych wydarzeń. Śledczy ustalili, że napastnicy sięgnęli po kuchenny nóż, grożąc ofierze jego natychmiastowym użyciem, jeśli ta nie okaleczy się własnoręcznie.
Zastraszony Norbert O., w obawie o własne życie, zrobił dokładnie to, czego od niego zażądano, raniąc samego siebie.
Po serii upokorzeń i przemocy sprawcy kazali wydać sobie 3 tysiące złotych. Ponieważ pobity dysponował tylko kwotą 2 tysięcy, zabrali mu te pieniądze, przywłaszczając sobie dodatkowo jego telefon komórkowy.
Tłem brutalnego pobicia była nieprawdziwa plotka
Jak wynika z prokuratorskiego śledztwa, przyczyną bestialskiego ataku wcale nie były porachunki finansowe, lecz krążąca plotka na temat 42-letniego mężczyzny.
– Motywem ataków sprawców była fałszywa pogłoska, jakoby pokrzywdzony miał swoimi zeznaniami obciążyć ich znajomego – przekazała nam Prokuratura Rejonowa w Węgrowie.
Organom ścigania udało się ustalić tożsamość znajomego, którego dotyczyła rzekoma donosicielska działalność. Co ciekawe, napastnicy niemal w ogóle nie znali swojej ofiary – Norbert O. kojarzył tylko jednego z nich, i to jedynie z widzenia.
Pobity mężczyzna został przetransportowany na oddział chirurgii w węgrowskim szpitalu, jednak po serii kompleksowych badań lekarze zdecydowali, że nie musi on pozostawać na oddziale i w połowie września odesłali go do domu.
Prokurator błyskawicznie skierował do sądu wniosek o areszt, w wyniku którego obaj agresorzy trafili za kraty na najbliższe trzy miesiące.