Chwile grozy rozegrały się w niedzielę tuż po godzinie 14:30 na alei Armii Ludowej, tuż przed zjazdem na Wisłostradę. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kierujący pomarańczową Dacią z nieznanych obecnie przyczyn stracił panowanie nad autem. Pojazd z impetem uderzył w bariery energochłonne, a następnie w dwa inne samochody − jak potwierdził w rozmowie z „Super Expressem” mł. asp. Jakub Gontarek z Komendy Stołecznej Policji − Toyotę i Opla.
Siła uderzenia była tak duża, że osobowa Dacia przewróciła się na bok, blokując lewy pas jezdni w kierunku Pragi. To właśnie w tym aucie podróżował najciężej poszkodowany mężczyzna.
Zanim na miejsce dotarły pierwsze karetki i wozy strażackie, rozegrała się dramatyczna akcja ratunkowa. Pasażerowie z innego samochodu natychmiast ruszyli na pomoc. By dostać się do nieprzytomnego kierowcy uwięzionego we wraku, musieli wyciągać go przez bagażnik.
Jak poinformowała „SE” Komenda Stołeczna Policji, kierowca Dacii był reanimowany na miejscu, a następnie w stanie krytycznym został przewieziony do szpitala. Chwilę później nadeszły tragiczne wieści. Mężczyzna zmarł.
Komunikacyjny paraliż
Trasa Łazienkowska zamieniła się w komunikacyjną pułapkę. Dwa z trzech pasów ruchu w kierunku Pragi zostały całkowicie zablokowane na czas działań ratunkowych i policyjnych oględzin. Na miejscu utworzył się gigantyczny korek.
Policjanci zbadali pozostałych uczestników zdarzenia. Kierowcy Toyoty i Opla byli trzeźwi i posiadali wymagane uprawnienia. Teraz funkcjonariusze będą szczegółowo wyjaśniać, co było bezpośrednią przyczyną utraty panowania nad pojazdem przez kierowcę Dacii.