Spis treści
- Nagranie Tramwajów Warszawskich przeraża
- Policja podaje tragiczne statystyki. Wypadki hulajnóg w Warszawie to plaga
- Łukasz Zboralski wini dorosłych. Drogie hulajnogi w rękach nieletnich
- Przepisy blokują władze stolicy. Piotr Wertenstein-Żuławski o e-hulajnogach
- Ministerstwo zmienia prawo o hulajnogach. Straż Miejska otrzyma więcej władzy
Nagranie Tramwajów Warszawskich przeraża
Tramwaje Warszawskie opublikowała w serwisie Facebook mrożące krew w żyłach wideo o charakterze prewencyjnym. Na udostępnionym nagraniu widać niezwykle niebezpieczną sytuację na przejściu dla pieszych, gdzie młody użytkownik elektrycznej hulajnogi usiłuje przemknąć tuż przed zbliżającym się składem. W pewnym momencie chłopak traci równowagę i upada bezpośrednio przed maską kilkudziesięciotonowego pojazdu.
Osoba prowadząca tramwaj błyskawicznie wdrożyła procedurę awaryjnego hamowania, a napięcie w całej sytuacji sięgnęło zenitu. Ostatecznie wagony stanęły tuż przed przewróconym nastolatkiem, który po chwili samodzielnie wstał, zjechał na chodnik i oddalił się z miejsca zdarzenia bez wzywania ratowników. Bardzo możliwe, że nieletni uczestnik zdarzenia uświadomił sobie grozę całej sytuacji dopiero po bezpiecznym powrocie do domu.
Przedstawiciele miejskiego przewoźnika dobitnie podsumowali to nagranie w swoim komunikacie. „Jazda nawet na najszybszej hulajnodze nie daje prawa do jazdy na czerwonym i nie ochroni Cię przed skutkami wypadku. Tramwaj nie zatrzyma się w miejscu” – przypomniano, zwracając uwagę na brutalne fakty z zakresu fizyki. Pojazd szynowy potrzebuje nieporównywalnie większego dystansu do całkowitego zatrzymania w zestawieniu ze standardowym samochodem osobowym.
Zdarzenie z udziałem ubranego w czerwoną bluzę dziecka doskonale ilustruje pogłębiający się kryzys na stołecznych drogach. Młodzież coraz rzadziej wybiera wolniejsze pojazdy z miejskich wypożyczalni, które posiadają systemowe ograniczenia prędkości. Zamiast tego przemieszczają się na potężnych, prywatnych maszynach kupowanych najczęściej przez ich rodziców w sklepach internetowych. Równie szokujący incydent miał miejsce niedawno na ruchliwej trasie S8, gdzie osłupieni kierowcy mijali nastolatka pędzącego hulajnogą z zawrotną prędkością w okolicach 100 km na godz.
Policja podaje tragiczne statystyki. Wypadki hulajnóg w Warszawie to plaga
Statystyki udostępnione redakcji dziennika „Super Express” przez Komendę Stołeczną Policji malują wyjątkowo dramatyczny obraz drogowego bezpieczeństwa. W okresie pomiędzy 1 czerwca a 30 września 2026 roku w stolicy odnotowano 35 poważnych wypadków z udziałem użytkowników elektrycznych hulajnóg. Bilansem tych incydentów jest 25 osób rannych oraz jedna ofiara śmiertelna, a doliczyć do tego należy dodatkowe 110 mniejszych kolizji. W analogicznym przedziale czasowym stołeczni funkcjonariusze przeprowadzili ponad 2,5 tysiąca specjalnych kontroli, ujawniając niemal 1,8 tys. naruszeń przepisów przez kierujących tego typu sprzętem.
Eksperci wskazują, że drastyczny wzrost liczby drogowych wykroczeń ma swoje korzenie w popularyzacji współdzielonych e-hulajnóg kilka lat temu, lecz dzisiejsza sytuacja jest zdecydowanie groźniejsza w skutkach. Nieletni fani jednośladów oczekują od rodziców zakupu szybkich pojazdów.
Łukasz Zboralski wini dorosłych. Drogie hulajnogi w rękach nieletnich
Redaktor naczelny popularnego portalu BRD24.pl oraz specjalista do spraw bezpieczeństwa w ruchu drogowym, Łukasz Zboralski, wypowiedział się na ten temat wyjątkowo ostro. W rozmowie z dziennikarzami „Super Expressu” nie pozostawił złudzeń i całą odpowiedzialnością za obecny chaos obarczył osoby pełnoletnie.
Z punktu widzenia eksperta, postępowanie opiekunów jest często skrajnie nierozsądne. „To jest głównie problem nierozsądnych rodziców. Te dzieci sobie same nie kupują sprzętu za kilkanaście tysięcy złotych” – stwierdził Łukasz Zboralski na łamach „Super Expressu”. Zaznaczył również, że postrzeganie nowoczesnych zabawek bywa całkowicie wypaczone.
„Coś się poprzestawiało w głowach dorosłych. Uważają, że skoro coś jest elektryczne, to w każdej mocy będzie dobre dla dziecka. Nie kupiliby 13-latkowi spalinowego motocykla, ale dają mu to samo, czasem z jeszcze lepszym przyspieszeniem, bo jest »eko«” – argumentował z oburzeniem, komentując brak elementarnej wyobraźni w procesie wychowawczym.
Rozmówca gazety zwraca przy okazji uwagę na smutny obraz współczesnego macierzyństwa i ojcostwa w dużych miastach, gdzie zapracowani, bogaci dorośli próbują zrekompensować dzieciom swoją nieobecność drogimi zabawkami. W przestrzeni internetowej funkcjonują społeczności zrzeszające młodych ludzi (znane pod takimi hasłami jak „surroniarze” czy „kukuriniarze” w nawiązaniu do modeli szybkich e-pojazdów), gdzie użytkownicy wprost zachęcają się nawzajem do łamania prawa. Nagrywane telefonami filmy z niebezpiecznych przejazdów po chodnikach i z brawurowych ucieczek przed policyjnymi radiowozami generują później na TikToku oraz Instagramie wielomilionowe zasięgi.
Specjalista jednoznacznie zarysował też granicę odpowiedzialności pomiędzy pokoleniami. W wywiadzie dla „Super Expressu” przekazał z całą mocą: „Często mówię wprost, że winni są rodzice, a nie dzieci. Dzieci są nieodpowiedzialne, bo są w takim wieku. Nie możemy wymagać od nich tego samego co od dorosłych”. Należy przecież pamiętać, że rozwój i postrzeganie ryzyka u kilkunastolatków różnią się diametralnie od sposobu myślenia w pełni ukształtowanych osób dorosłych.
Policjanci bardzo często są bezskuteczni podczas interwencji. „Widziałem pościgi, przy których policjanci się poddawali. Radiowozem nie wjadą za młodym człowiekiem na crossie do parku między pieszych” – zdradza w dzienniku Zboralski. Posiadanie drogich maszyn oraz wjazd w tereny zielone skutecznie uniemożliwia pościg standardowym pojazdem służbowym.
Sami małoletni kierowcy rzadko potrafią trzeźwo ocenić ryzyko związane z poruszaniem się w ruchu drogowym, czego idealnym dowodem była interwencja Oddziału Prewencji z warszawskiej policji na ulicy Karmelickiej. Funkcjonariusze zatrzymali tam piętnastoletniego chłopaka jadącego całkowicie nielegalnym motocyklem elektrycznym. Zatrzymany nastolatek nie miał uprawnień, a jego maszyna pozbawiona była polisy OC oraz homologacji. Ekspertyzy wykazały, że skonfiskowany pojazd mógł z łatwością osiągnąć prędkość dochodzącą do 100 kilometrów na godzinę.
Przepisy blokują władze stolicy. Piotr Wertenstein-Żuławski o e-hulajnogach
Dziennikarze „Super Expressu” postanowili dowiedzieć się, czy miejski magistrat dysponuje środkami niezbędnymi do zapanowania nad tym chaosem, zwracając się do przewodniczącego komisji Infrastruktury i Inwestycji. Polityk Koalicji Obywatelskiej, Piotr Wertenstein-Żuławski, rozwiał w rozmowie wszelkie złudzenia o szybkiej i zdecydowanej reakcji stołecznych władz.
Samorządowiec przyznał, że ratusz obserwuje eskalację problemu, jednak przeszkodą pozostają ogólnokrajowe luki legislacyjne. „Radni wiedzą, że jest problem, bo sami chodzą po chodnikach i widzą, co się dzieje. Niestety, przepisy prawa nie nadążają za rzeczywistością” – zaznaczył polityk, rozmawiając z gazetą. Wskazał dodatkowo, że polski prawodawca nie wyposażył rad miejskich w możliwość całkowitego wyeliminowania takich sprzętów z przestrzeni, co skutecznie wprowadzono chociażby na terenie Paryża.
Wertenstein-Żuławski poinformował jednak o drobnych sukcesach stolicy, polegających na ujarzmieniu sprzętu komercyjnego na minuty. Było to możliwe wyłącznie z racji zawarcia porozumienia z amerykańskim konsorcjum zarządzającym pojazdami, dzięki czemu uzyskały one na terenie Warszawy programową blokadę prędkości maksymalnej rzędu 20 kilometrów na godzinę (na Trakcie Królewskim zredukowaną do zaledwie 12 kilometrów na godzinę). W planach jest również aktywacja specjalnych obszarów wyłączonych z ruchu hulajnóg. Zainstalowane moduły nawigacji GPS sprawią, że system samodzielnie odetnie dopływ energii przy wjeździe chociażby do Parku Sowińskiego na obszarze stołecznej Woli.
Kwestia ogromnych, niezwykle szybkich maszyn pozostających w rękach osób fizycznych jest dużo bardziej skomplikowana prawnie. Radny podkreślił dziennikarzom, że miasto nie może zająć się ich nadzorowaniem. „To wyłącznie kompetencja policji. Trudno jednak złapać wielkim radiowozem 12-latka pędzącego z taką prędkością po chodniku” – rozłożył bezradnie ręce działacz samorządowy. Odpowiadając na refleksję redaktorów o rosnącym w siłę pokoleniu bezmyślnych kierowców, Piotr Wertenstein-Żuławski z goryczą w głosie przyznał: „Odpowiedzialność to w ogóle cecha dziś zanikająca w narodzie. Widzę dwóch młodych jadących bez kasku i pytam: gdzie są rodzice?”.
Ministerstwo zmienia prawo o hulajnogach. Straż Miejska otrzyma więcej władzy
Odrobinę optymizmu wnosi informacja o nowym projekcie ustawy, nad którym pochylają się obecnie specjaliści z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Według doniesień Łukasza Zboralskiego, szykowana nowelizacja uderzy przede wszystkim w polskich dystrybutorów maszyn, importujących mocny sprzęt z rynku azjatyckiego i sprzedających go później mylnie pod kategorią zwykłych hulajnóg elektrycznych.
Legislacyjne roszady mają przynieść również znaczące rozszerzenie kompetencji posiadanych przez patrole straży miejskiej i gminnej. Funkcjonariusze lokalni prawdopodobnie otrzymają na wyposażenie urządzenia zwane „mobilnymi hamowniami”, umożliwiające szybką weryfikację na drodze, czy zbadany przez nich napęd mieści się w limitach homologacyjnych, czy mamy do czynienia z groźnym i niedozwolonym w tych warunkach motocyklem. Obowiązujące normy prawne narzucają wszak na e-hulajnogi restrykcyjny limit prędkości maksymalnej na poziomie 20 kilometrów na godzinę, więc za każdym razem, gdy nastolatek łamie tę barierę na prywatnym sprzęcie, robi to przy współudziale dorosłych.
Głos w dyskusji dotyczącej zjawiska na drogach zabrali także stołeczni policjanci, wysyłając do obywateli krótki, dosadny komunikat edukacyjny. „Sam fakt, że takie urządzenie można kupić, nie oznacza, że można legalnie korzystać z niego w ruchu drogowym”.
W okresie oczekiwania na prawne regulacje, władze apelują o elementarny zdrowy rozsądek i przypominają, że to na wychowawcach ciąży główny obowiązek dbania o pociechy.