Jechali autem z martwym kolegą. Pijani myśleli, że zasnął

2026-10-26 11:48

Kompletnie pijani wsiedli do auta, nie zdając sobie sprawy, że na tylnym siedzeniu wiozą ciało znajomego. Koszmar wyszedł na jaw dopiero po zderzeniu na radomskiej ulicy Energetyków w Radomiu. Kierujący miał w organizmie 2,5 promila i nie posiadał prawa jazdy. Prokuratura poinformowała właśnie, jak doszło do tragedii i kiedy mężczyźni odkryli makabryczną prawdę.

Technik kryminalistyki w białym kombinezonie fotografuje miejsce zderzenia Forda. O tragedii w Radomiu pisze Eska Warszawa.
Autor: Wygenerowane przez AI zdj. ilustracyjne
  • Z ustaleń wynika, że 43-latek zmarł jeszcze przed zderzeniem samochodów na ulicy Energetyków w Radomiu.
  • Kierujący Fordem, z 2,5 promilami we krwi i brakiem uprawnień, usłyszał zarzuty.
  • Wyniki sekcji zwłok potwierdziły naturalny zgon. Prokuratura zdecydowanie odrzuciła udział osób trzecich w zdarzeniu.

Długa libacja przed wejściem do auta

Śledczy ustalili, że trzej mężczyźni poznali się zaledwie dwa dni przed tragicznymi wydarzeniami. Mieli razem podjąć nową pracę, jednak po stawieniu się w zakładzie w piątek zdecydowali się na wspólną libację alkoholową.

Przenosili się między różnymi punktami w Radomiu. Jak relacjonował w Radiu ESKA prokurator rejonowy Radom Wschód, Cezary Ołtarzewski, kierowca spożył cztery piwa oraz małą butelkę wódki. Jego towarzysze wypili w sumie cztery półlitrowe butelki wódki.

Następnie mężczyźni wsiedli do Forda. Osobą kierującą pojazdem okazał się mężczyzna, u którego badanie wykazało 2,5 promila alkoholu, a jak się szybko okazało, nie posiadał on również prawa jazdy.

Zmarł na tylnym siedzeniu. Myśleli, że to tylko sen

Szczegóły śmierci 43-latka budzą grozę. Prokurator przekazał, że mężczyzna jeszcze do pewnego momentu funkcjonował normalnie i prowadził rozmowy z resztą grupy. Sytuacja zmieniła się podczas podróży z miejscowości Jastrzębia na ulicę Energetyków, kiedy osunął się on bezwładnie na tylną kanapę.

Kierowca zauważył, że znajomy stracił przytomność, jednak założył, że to po prostu sen spowodowany nadmiarem alkoholu. Nikt w aucie nie miał świadomości, że mężczyzna nie żyje. Prawdę ujawniła dopiero stłuczka drogowa.

Ksiądz zginął podczas mszy. Spadł na niego ogromny krzyż
To był dosyć nagły zgon. Osoby nie miały świadomości, że mężczyzna zmarł

– mówił prokurator Cezary Ołtarzewski w rozmowie z Radiem ESKA.

Wyniki sekcji zwłok. Koniec domysłów

Policjanci wezwani na ulicę Energetyków po kolizji natknęli się na zwłoki 43-latka w Fordzie. Do akcji wkroczyła prokuratura, a w niedzielę odbyła się sekcja zwłok zmarłego.

W wyniku sekcji zwłok ustalono, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. Była to niewydolność oddechowo-krążeniowa

– wyjaśnił szef Prokuratury Rejonowej Radom Wschód.

Badano możliwość ingerencji osób trzecich, jednak wykluczono ten scenariusz. Przeanalizowano również kwestię nieudzielenia pomocy, lecz śledczy uznali, że współpasażerowie po prostu nie zdawali sobie sprawy z tragicznej sytuacji.

Kierowca z postawionymi zarzutami

Mężczyzna, który prowadził pojazd będąc w stanie silnego upojenia alkoholowego i bez uprawnień, otrzymał stosowne zarzuty. Jak wynika z informacji przekazanych przez śledczych, podejrzany przyznał się do winy i przekazał wyjaśnienia zbieżne z zebranym materiałem dowodowym.

Zastosowano wobec niego dozór policji

– podsumował Cezary Ołtarzewski.

ROLKI