Spór o osiedle w Nowej Iwicznej
Spór dotyczy przede wszystkim tego, jakie przepisy planistyczne obowiązują na spornym terenie. W 2011 roku dla części Nowej Iwicznej uchwalono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Plan określał, w jaki sposób można zagospodarować teren, w tym jakie inwestycje mogą tam powstawać. W kolejnych latach pojawiły się jednak uchwały i rozstrzygnięcia nadzorcze dotyczące tego planu. Sprawa była również przedmiotem postępowań administracyjnych oraz sądowych. W efekcie pojawiły się różne interpretacje dotyczące tego, czy plan nadal obowiązuje w pierwotnym kształcie, czy też nie.
Obowiązywanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego
Na osiedlu przy ul. Mleczarskiej w Nowej Iwicznej powstało siedem budynków mieszkalnych oznaczonych literami od A do G. W części z nich od kilku lat mieszkają już ludzie. Inne są gotowe do zamieszkania lub w trakcie budowy. Teraz jednak pojawił się poważny problem: urzędy zaczęły kwestionować decyzje, na podstawie których inwestycja była realizowana.
Maciej Kuczyński ze spółki Stacja Dom, inwestor osiedla, przekonuje, że przez lata wszystko odbywało się zgodnie z procedurami i dokumentami. − Starostwo od 2022 roku było wielokrotnie informowane o wydanych warunkach zabudowy i na ich podstawie podejmowało kolejne decyzje − m.in. wydawało pozwolenia na budowę czy chociażby wyodrębnienie samodzielności lokali w budynku E w 2022 roku − mówi w rozmowie z reporterem „Super Expressu”.
„Wszystko odbywało się zgodnie z procedurami”
Jak podkreśla, procedura uzyskania części pozwoleń była długotrwała. − Pozwolenie na budowę dla jednego z budynków było procedowane przez 18 miesięcy! Urzędnicy zapoznali się z dokumentami i w samej decyzji zapisali, że inwestycja ma być realizowana zgodnie z warunkami zabudowy − dodaje.
„Wuzetka” to potoczna nazwa decyzji o warunkach zabudowy wydawanej przez gminę. Na jej podstawie inwestor może ubiegać się o pozwolenie na budowę. W Nowej Iwicznej część inwestycji była realizowana właśnie w oparciu o takie decyzje.
Mieszkańcy w obliczu niepewności
Wątpliwości pojawiły się jednak w związku z interpretacją przepisów dotyczących obowiązywania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego z 2011 roku. Według części urzędników plan ten nadal obowiązuje, co − ich zdaniem − mogłoby oznaczać, że w niektórych przypadkach decyzje o warunkach zabudowy nie powinny być wydawane.
Na osiedlu powstało już siedem budynków, ale nie wszystkie mają dziś taką samą sytuację prawną.
− Trzy budynki oznaczone literami A, B i C mają już święty spokój, bo pozwolenie na budowę wydał w procesie naprawczym Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego − tłumaczy inwestor. Problem dotyczy czterech pozostałych budynków − D, E, F i G.
Wątpliwości dotyczą czterech pozostałych budynków − D, E, F i G. Najbardziej skomplikowana sytuacja dotyczy budynku E. Mieszkańcy wprowadzili się tam już kilka lat temu. W budynku działają również punkty usługowe, w tym sklep i żłobek.
− W budynku E od 2022 roku mieszkają ludzie. Wszystko odbyło się na podstawie warunków zabudowy i przez cztery lata nikt nie zgłaszał żadnych problemów − podkreśla inwestor. A teraz nad lokatorami wisi fatum wyprowadzki i wycofania pozwoleń na użytkowanie zakupionych i wyremontowanych przez nich lokali.
Inny budynek − oznaczony literą G − został ukończony, jednak nie został jeszcze oddany do użytkowania. − Budynek jest całkowicie skończony. Przeszedł odbiory sanepidu i straży pożarnej, ale nie możemy go oddać do użytkowania, bo pojawiły się wątpliwości dotyczące właśnie warunków zabudowy − mówi Kuczyński.
Interwencja SKO i dalsze działania prawne Gminy Lesznowola
Część decyzji o warunkach zabudowy została już uchylona przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Jest to instytucja, która rozpatruje odwołania od decyzji administracyjnych wydawanych przez samorządy.
W tej sprawie skontaktowaliśmy się między innymi w urzędem gminy Lesznowola. Samorząd zapowiada dalsze działania prawne. − Wójt Gminy Lesznowola będzie się odwoływał i skarżył decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie − informuje rzeczniczka gminy Agnieszka Adamus.
Oznacza to, że sprawa może ciągnąć się latami, a tymczasem mieszkańcy już mieszkają w blokach, które mogą stracić podstawę prawną do użytkowania. Samorząd zapewnia jednocześnie, że najważniejsi są mieszkańcy. − Wszystkie działania gminy będą skoncentrowane na zabezpieczeniu sytuacji mieszkańców − podkreśla rzeczniczka.
Gmina i Starostwo o planie zagospodarowania
Starostwo w Piasecznie przedstawia natomiast własną interpretację obowiązujących przepisów.
− Zdaniem tutejszego organu na tym terenie obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego zatwierdzony uchwałą z 15 marca 2011 roku − wyjaśnia Marcin Ciechomski działający z upoważnienia starosty piaseczyńskiego.
Spór dotyczy więc przede wszystkim tego, czy plan zagospodarowania przestrzennego z 2011 roku nadal obowiązuje w odniesieniu do tego terenu. Gmina uznaje, że plan został wcześniej zakwestionowany w postępowaniach sądowych i dlatego wydawano decyzje o warunkach zabudowy. Starostwo prezentuje odmienne stanowisko. A w tym całym bałaganie urzędniczym, najbardziej stracą mieszkańcy. Wielu z nich ma kredyty, które musi opłacać, a pomimo tego, nadal nie mogą wprowadzić się do swoich wymarzonych czterech ścian.
Źródło: Kupili mieszkania, wprowadzili się, a teraz mogą je stracić. Urzędniczy spór może odebrać ludziom dach nad głową