- Skasowane filmy z monitoringu zlokalizowanego na terenie warsztatu zostały przywrócone przez ekspertów.
- Jeden z materiałów ukazuje, jak Bartosz G. wlecze obnażoną 16-latkę po nawierzchni, a potem katuje ją za pomocą łopaty oraz kija - donosi Uwaga TVN.
- Nastolatek został uznany za osobę w pełni poczytalną. Grozić mu może nawet do 30 lat pozbawienia wolności.
Maja napisała tylko: „Szybko”
Dziewczyna planowała widzieć się z Bartkiem, stanowiącym jej dawną znajomość ze szkolnych murów. Bliskim przekazała, że w przypadku nieudanego spotkania, błyskawicznie wróci do domu. W godzinach wieczornych wysłała znajomej jedynie krótką wiadomość o treści: „Szybko”. Gdy 20 minut później przyjaciółka starała się z nią połączyć, nastolatka nie odpowiadała. Minęło kilka dni, ruszyły zakrojone na szeroką skalę akcje poszukiwawcze. Zmasakrowane zwłoki Mai odkryto w gęstwinach, w odległości kilkuset metrów od wspomnianego warsztatu.
Kamery zarejestrowały makabryczne sceny
W toku działań śledczych, po przejęciu zapisów z kamer, wyszło na jaw, że część z nich wykasowano, jednak powołanym w sprawie specjalistom udało się je odtworzyć. Zgodnie z relacją reportera z programu „Uwaga!”, sprzęt rejestrujący zamontowany na elewacji obiektu, uchwycił najważniejszy wycinek zajścia. Bartosz G. ma ciągnąć Maję za włosy po gruncie, przemieszczając się od budynku w stronę podwórza. Poszkodowana nie ma na sobie ubrania, jej dłonie są skrępowane, a jej ciało pozostaje bezwładne. Chwilę potem mężczyzna znika z obiektywu, by powrócić z kijem, który służy mu do zadawania uderzeń w obrębie głowy 16-latki. Z relacji wynika, że w pewnym momencie Maja odzyskuje świadomość i stara się zasłonić przed ciosami. Wówczas napastnik łapie za łopatę. Dziennikarz wskazuje, że od tego momentu nastolatka była pozbawiona szans na jakąkolwiek obronę.
„Niejeden horror nie odbiega od standardów tego zabójstwa” - mówi mec. Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny Mai.
Co było motywem? Śledczy wciąż nie znają odpowiedzi
Zatrzymany 17-latek nigdy nie wyjawił organom ścigania dlaczego doszło do sytuacji. Jak podał prokurator Bartosz Maliszewski: „Motywu tak naprawdę nie poznaliśmy”. Prawnik reprezentujący rodzinę ofiary nie odrzuca żadnych hipotez, dopuszczając warianty, w których w grę mógł wchodzić zawód miłosny, lub okoliczność, o której poszkodowana przypadkowo się dowiedziała.
Równie alarmujące wydają się informacje na temat wcześniejszych poczynań chłopaka. Według relacji jego przyjaciół oraz pełnomocnika rodziny zamordowanej, dochodziło u niego do ataków furii ukierunkowanych na zwierzęta i rówieśników. W przeszłości toczyły się wobec niego postępowania rozpatrywane przez sąd rodzinny.
Zdecydowane stanowisko w sprawie oskarżonego zajął ojciec zmarłej. „Moim zdaniem on jest złym człowiekiem. Młody, zły, zdemoralizowany do szpiku kości” - oznajmił Jarosław Kowalski.
Po zbrodni pojechał do Grecji
Zdumiewać może fakt, że niedługo po zgonie 16-latki, zanim jeszcze zlokalizowano jej szczątki, Bartosz G. uczestniczył w szkolnej wymianie, udając się z rówieśnikami z klasy do Grecji. Tam też ujęły go służby, a do kraju powrócił po około półrocznym procesie ekstradycyjnym. Poddano go rutynowym badaniom pod okiem biegłych lekarzy z zakresu psychiatrii. Instytucja prokuratorska oświadczyła, że specjaliści nie dopatrzyli się żadnych oznak braku poczytalności u badanego.
W przeszłości relacjonowano również sprawę działań prowadzonych w sieci przez matkę oskarżonego nastolatka, która stanęła w obronie syna, kierując jednocześnie oskarżenia w stronę bliskich nieżyjącej 16-latki. Adwokat krewnych Mai wspominał o ogromnej liczbie agresywnych komentarzy, a także pogróżek pod adresem rodziny pokrzywdzonej.
Śledczy: Bartosz G. działał sam
Prokuratura informuje, że wyłącznym oskarżonym w sprawie morderstwa pozostaje Bartosz G. W dalszym ciągu nie upubliczniono jednak danych w zakresie wymazania filmów z monitoringu. Przepisy przewidują dla 17-latka wymiar kary do 30 lat pozbawienia wolności.