Spis treści
- Zabójstwo 16-letniej Mai z Mławy. Rodzina w strachu
- Zabójstwo Mai. Bartosz G. torturował ofiarę w zakładzie drzewnym
- Katarzyna G. atakuje rodzinę zmarłej. Matka Bartosza przed sądem
- Ojciec Mai alarmuje prokuraturę. Katarzyna G. otrzyma milionowe kary
- Nowe postępowanie wobec Katarzyny G. Groźby karalne zgłoszone śledczym
Zabójstwo 16-letniej Mai z Mławy. Rodzina w strachu
Zrozumienie szokującej roli odgrywanej przez Katarzynę G. wymaga nakreślenia tła całej tragedii. Szesnastoletnia mieszkanka Mławy w województwie mazowieckim opuściła swój dom 23 kwietnia 2025 roku w godzinach wieczornych. Zapewniała wówczas swoich krewnych, że wychodzi zaledwie na krótkie spotkanie ze znajomym i lada chwila wróci. Kiedy telefon nastolatki przestał odpowiadać, zaniepokojona matka bezzwłocznie zaalarmowała organy ścigania o zaginięciu córki. Funkcjonariusze błyskawicznie zamieścili w sieci oficjalny komunikat poszukiwawczy, a w nagłośnienie akcji zaangażowały się ogólnopolskie środki masowego przekazu. Na tamtym etapie nikt z poszukujących nie zakładał tak drastycznego i tragicznego finału tej historii.
Ostatnie słowa wypowiedziane przez nastolatkę sugerowały ewentualną sprzeczkę i błyskawiczny powrót do bezpiecznego mieszkania. Krewni przypuszczają dzisiaj, że zmarła mogła podświadomie wyczuwać zbliżającą się, bardzo trudną konfrontację ze swoim oprawcą. Niestety mieszkanka Mławy już nigdy nie przekroczyła progu swojego pokoju, a jej bliscy przez kilkanaście dni funkcjonowali w potwornym napięciu. Dopiero tydzień po przyjęciu zgłoszenia o zaginięciu, lokalna prokuratura zwołała konferencję i przekazała druzgocącą informację o odnalezieniu zwłok młodej dziewczyny.
Zabójstwo Mai. Bartosz G. torturował ofiarę w zakładzie drzewnym
Makabrycznego odkrycia dokonano dokładnie 1 maja 2025 roku na zalesionych terenach na obrzeżach Mławy, gdzie policyjny pies tropiący wskazał funkcjonariuszom porzucone ciało. Błyskawicznie wyszło na jaw, że zmarła zginęła w niewyobrażalnych męczarniach, a szczegóły oględzin wstrząsnęły nawet najbardziej doświadczonymi kryminalnymi. Sprawca najpierw skrępował 16-latkę, a następnie poddał ją bestialskim torturom. Ofiara była boleśnie przypalana, okłada tępymi narzędziami, takimi jak młotek czy szpadel, a na koniec zwyrodnialec oblał jej ciało silnie żrącą substancją chemiczną. Morderca wybił nastolatce zęby, odciął jeden z palców, a następnie próbował spalić zwłoki. Stwierdzono ponadto bardzo masywne obrażenia czaszki, które powstały w wyniku uderzeń z ogromną siłą.
- Te rany były potworne. Płakałam, gdy wujek Mai, który przed kremacją był na oględzinach ciała, opowiadał o tych strasznych obrażeniach. Musiała bardzo cierpieć. Bardzo – ujawniła pani Wioletta, ciocia ofiary.
Stan zwłok znalezionych pod miastem był tak makabryczny, że wywołał gigantyczną traumę u członków najbliższej rodziny. Na identyfikację oraz ostatnie pożegnanie w kostnicy zdecydował się wyłącznie ojciec zmarłej dziewczyny, pan Jarosław.
- Mama nie była w stanie zobaczyć Mai. Ona była tak zmasakrowana – dodawała kobieta.
Organy ścigania nie traciły czasu i błyskawicznie wytypowały głównego podejrzanego w tej mrożącej krew w żyłach sprawie. Okazał się nim 17-letni Bartosz G., którego śledczy namierzyli na terytorium Grecji w trakcie wyjazdu edukacyjnego. Prokuratura w oficjalnym oświadczeniu zadeklarowała posiadanie niezwykle mocnego materiału dowodowego, co pozwoliło na oficjalne sformułowanie zarzutu morderstwa dokonanego ze szczególnym okrucieństwem.
Młodzieniec opuścił Polskę bezpośrednio po dokonaniu egzekucji, naiwnie licząc, że organy ścigania nie powiążą go tak szybko z odnalezionym ciałem. Doskonała koordynacja pracy polskiej policji z greckimi odpowiednikami zakończyła się wydaniem Europejskiego Nakazu Aresztowania i błyskawicznym ujęciem chłopaka, dokładnie w dobie ujawnienia zwłok. Zabezpieczone ślady dowiodły, że zarośla przy nasypie kolejowym posłużyły sprawcy jedynie do ukrycia zmasakrowanego ciała. Do samego zabójstwa doszło na terenie dawnego zakładu obróbki drewna, który stanowił własność krewnych 17-latka. Według zebranych materiałów Bartosz G. sprowadził podstępem ofiarę do jednej z hal, a następnie bestialsko ją zaatakował, odcinając wszelkie drogi ucieczki. Zmarłą owinął w duży dywan i zapakował do kontenera na kółkach, by na koniec przewieźć ją z dala od miejsca zdarzenia.
- Uczeń technikum budowlanego z Mławy po zbrodni pojechał z klasą na praktyki zawodowe do Grecji. Według śledczych wszystko było wcześniej zaplanowane. Umówił się z Mają „na rozmowę”, zwabił ją w wybrane przez siebie miejsce i tam, młotkiem lub szpadlem przyniesionym z wyprzedzeniem, ogłuszył. Związał, torturował, a potem zabił. Spokojnie spakował się na wyjazd, jakby nic się nie stało. Chciał zyskać alibi. Ale nie ma zbrodni doskonałej – relacjonował wówczas „Super Express”.
Kluczową rolę w ułożeniu w całość tego śledztwa odegrały nagrania pochodzące z systemów monitoringu miejskiego. Potwierdzono jednocześnie informację, że ofiara i domniemany morderca kontaktowali się ze sobą od wielu lat, o czym doskonale wiedzieli krewni zmarłej dziewczyny.
Po zatrzymaniu nastolatka ruszyła skomplikowana prawnie batalia o jego ekstradycję, która zajęła służbom kilkanaście długich miesięcy. Gdy młody uciekinier wreszcie przekroczył polską granicę, trafił od razu pod ocenę wykwalifikowanych specjalistów. W lutym 2026 roku zespół psychiatrów orzekł o konieczności umieszczenia go na dłuższej obserwacji w warunkach szpitalnych, aby z całą pewnością ocenić jego poczytalność w trakcie popełniania czynu. Zależnie od wyników tych badań zapadnie decyzja o procesie karnym i grożącym mu wyroku od 15 do 30 lat więzienia. Wymierzenie kary dożywocia jest z powodów prawnych wykluczone przez wiek sprawcy. W razie orzeczenia o niepoczytalności chłopak zostanie osadzony w zamkniętej placówce psychiatrycznej.
Katarzyna G. atakuje rodzinę zmarłej. Matka Bartosza przed sądem
Równolegle do dramatu kryminalnego rozwija się osobny, bulwersujący wątek obyczajowy, w którym pierwszoplanową rolę gra matka aresztowanego chłopaka. Katarzyna G. od pierwszych dni po ujęciu swojego syna prowadzi na platformach internetowych agresywną obronę jego osoby. Zasłynęła między innymi absurdalnymi skargami na warunki izolacji, ubolewając w wywiadach, że w greckiej celi chłopak mógł korzystać z telewizora oraz grać na konsoli, a polski system więziennictwa ogranicza mu te rozrywki. Z upływem czasu publiczna aktywność kobiety stawała się coraz bardziej agresywna i odklejona od rzeczywistości. Pozwana publikowała kuriozalne wpisy, w których próbowała robić z 17-latka ofiarę niezrozumienia i przebodźcowania, by w innych postach brutalnie atakować zmarłą 16-latkę oraz jej zdruzgotanych bliskich.
- Bartka zniszczyło traktowanie rówieśnicze, widocznie był przebodźcowany. Poza tym wiem, że się pobili, ale czy ją zabił, to tego nie wiem. Podejrzany, to nie znaczy winny. Dla mnie on będzie zawsze moim najukochańszym synkiem – pisała kobieta, której syn nie przyznaje się do popełnienia zbrodni.
Sieciowa aktywność obrończyni zatrzymanego błyskawicznie przerodziła się w klasyczne prześladowanie i nękanie osób pogrążonych w żałobie. Natłok obelg, nieuzasadnionych oskarżeń oraz personalnych ataków zmusił ostatecznie rodzinę Mai do skierowania sprawy na drogę sądową z powództwa o zniesławienie. Pełnomocnik reprezentujący interesy pokrzywdzonych, radca Wojciech Kasprzyk, otwarcie zaznaczał, że proces ten w ogóle by nie wystartował, gdyby nie notoryczne łamanie norm społecznych przez pozwaną. Kobieta obrała na swój celownik przede wszystkim ojca zabitej dziewczyny, całkowicie lekceważąc fakt, iż jej własne dziecko przebywa w areszcie ze statusem głównego podejrzanego w makabrycznej sprawie.
Przełom w tym pobocznym wątku nadszedł 5 stycznia 2026 roku w Sądzie Okręgowym w Mławie, który jednoznacznie uznał postawę matki Bartosza G. za uporczywe nękanie połączone ze zniesławieniem. Sędzia nałożyła na sprawczynię obowiązek przelania poszkodowanym 150 tysięcy złotych ramach zadośćuczynienia i zmusiła ją do wygłoszenia oficjalnych przeprosin, uwzględniających również publikację w papierowej odsłonie „Super Expressu”. Jak relacjonował dziennikarz Tomasz Nowociński, kobietę obarczono wszystkimi wydatkami związanymi z procesem.
- Jesteśmy zadowoleni z wyroku. Wystąpimy o uzasadnienie, po którym rozważymy podjęcie dalszych kroków - przekazał w rozmowie z nim dr Wojciech Kasprzyk.
Osoba prowadząca to postępowanie w wyjątkowo stanowczych i ostrych słowach podsumowała szkodliwą działalność oskarżonej w internecie.
- Jesteśmy wdzięczni za profesjonalizm sędzi. Wyraźnie stwierdziła, że działania Katarzyny G. miały na celu odwrócenie uwagi od sprawy zabójstwa Mai – dodawał radca, reprezentujący rodzinę zmarłej.
Wspierająca oskarżycieli mecenas Aleksandra Bogielska precyzowała, że wszystkie publikowane oszczerstwa były starannie ukierunkowane na zniszczenie wizerunku bliskich Mai oraz ich totalne pognębienie w sferze publicznej. Oboje pełnomocnicy zgodnie wyrażali oburzenie, że taka sytuacja w ogóle ma miejsce w obliczu wstrząsającej śmierci młodego człowieka, przed którym otwierało się całe życie. Niestety, nawet wyrok zasądzający wysoką karę finansową nie zatrzymał hejterskiej machiny Katarzyny G., która z zupełnym zlekceważeniem prawa kontynuuje wrzucanie jadowitych postów.
Ojciec Mai alarmuje prokuraturę. Katarzyna G. otrzyma milionowe kary
Zaledwie miesiąc po ogłoszeniu sądowego werdyktu, zrozpaczony pan Jarosław na łamach Kanału Kryminalnego Extra poinformował opinię publiczną o dramatycznej eskalacji zachowań pozwanej.
- Byłem przekonany, że decyzja sądu powstrzyma te działania, jednak tak się nie stało - przyznał mężczyzna.
- Nagonka na nas trwa nieustannie, mimo wydanego wyroku i kary nałożonej przez sąd. Nie przyniosło to żadnej poprawy: sytuacja nadal jest bardzo trudna, nie ma ani chwili wytchnienia. Czuję realne zagrożenie i obawę o siebie oraz bezpieczeństwo swojej rodziny, ponieważ docierają do mnie różne niepokojące informacje – dodawał.
Według ustaleń redakcji „Faktu”, wokół sprawy zaczęły krążyć informacje o bardzo niepokojących pogróżkach pozbawienia życia. Prawnik ojca Mai ujawnił, że w sieci zachowało się nagranie, na którym kobieta bezpośrednio grozi poszkodowanemu śmiercią w trakcie rozmowy online.
Wobec jawnego ignorowania zasad współżycia społecznego, adwokaci poszkodowanych zdecydowali się na wprowadzenie radykalnych sankcji. Złożono wniosek o egzekwowanie konkretnej sumy pieniężnej za absolutnie każdy szkodliwy post wymierzony w rodzinę Mai. Chociaż początkowo wymiar sprawiedliwości podszedł do tego z rezerwą, w toku procedury odwoławczej Sąd Okręgowy w Płocku zalegalizował taką karę, oceniając wybryki internetowe agresorki na 3 tysiące złotych za sztukę.
- Oznacza to, że każda kolejna publikacja będzie skutkować możliwością wystąpienia na drogę prawną i nałożenia na Katarzynę G. dodatkowej sankcji finansowej, niezależnie od tego, co zostało wcześniej zasądzone – podsumował Wojciech Kasprzyk.
- Nie mamy innej możliwości, by powstrzymać jej działania. Postanowienie jest prawomocne i nie przysługuje od niego żaden środek zaskarżenia – dodawał.
Z szacunków przeprowadzonych przez adwokata wynika, że na skutek gigantycznej fali nienawiści w sieci pozwana wygenerowała już potencjalny dług w wysokości astronomicznych 30 milionów złotych. W grę wchodzi weryfikacja około dziesięciu tysięcy zjadliwych wiadomości publikowanych na forach, o których wiarygodności ostatecznie przesądzi trybunał. Zespół adwokacki jest gotowy do brutalnej egzekucji komorniczej, a majątek Katarzyny G. w postaci nieruchomości został stosownie zablokowany do lipca 2026 roku, z możliwością wydłużenia okresu trwania tego obostrzenia.
Nowe postępowanie wobec Katarzyny G. Groźby karalne zgłoszone śledczym
Spór z oskarżoną przesuwa się na kolejne płaszczyzny i opuszcza sferę wyłącznie spraw cywilnych. Kiedy tylko werdykt o zadośćuczynieniu nabrał mocy prawnej, adwokaci ruszyli z formalnym zgłoszeniem uporczywego nękania, co skutkuje pociągnięciem do odpowiedzialności w świetle prawa karnego. W środę, 4 marca 2026 r., pan Jarosław w obstawie swoich reprezentantów zameldował się w Prokuraturze Okręgowej w Płocku, by złożyć podpis na dokumentach doniesienia.
- Złożyliśmy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa stalkingu oraz kierowania gróźb karalnych - potwierdził „Super Expressowi” dr Wojciech Marek Kasprzyk.
- Najbardziej uderzył mnie wpis w dniu, w którym odnaleziono ciało Mai. Pani G. napisała, że śmieć znalazł się tam, gdzie jego miejsce. To dla mnie, jako ojca, jest niezrozumiałe - mówił podczas rozprawy pan Jarosław.
Sytuacja prawna w całej tej mrocznej historii biegnie dwutorowo. Organy państwowe szykują akt oskarżenia w morderstwie popełnionym przez siedemnastoletniego Bartosza G., a równolegle przygotowują materiały dowodowe na stalking stosowany przez jego matkę. W obu wątkach śledczy odnotowują systematyczny wypływ szokujących szczegółów i absolutnie wszystko wskazuje na to, że ta mroczna sprawa zdominuje doniesienia z sal rozpraw na bardzo długi czas.