Spis treści
Żółte huśtawki w parku na Ursynowie okazały się kompletnym bublem
Wieloetapowo udostępniany od zeszłego roku park linearny, zlokalizowany bezpośrednio nad ursynowskim odcinkiem Południowej Obwodnicy Warszawy, to jedna z najnowszych stref zieleni na mapie stolicy. Chociaż to miejsce przyciąga spacerowiczów, to udostępniony w lipcu 2026 roku fragment pomiędzy ulicami Lanciego a Rosoła zyskał rozgłos z powodu niezwykle kuriozalnej wpadki projektowej.
Na wspomnianym, nowo otwartym obszarze zieleńca postawiono dwie charakterystyczne instalacje z żółtymi huśtawkami, które dzieli dystans kilkuset metrów. Konstrukcje miały stanowić największą atrakcję rekreacyjną dla najmłodszych w tej okolicy. Szybko wyszło jednak na jaw, że infrastruktura całkowicie nie spełnia swojego podstawowego zadania, ponieważ uniemożliwia swobodne bujanie.
Powodem okazała się bliskość chodnika, co generowało bezpośrednie niebezpieczeństwo uderzenia w osoby przechodzące obok. W obliczu tego problemu miejscy urzędnicy najpierw zlecili przykucie elementów ruchomych do ziemi, by niedługo potem całkowicie zdemontować siedziska. Obecnie stoją tam wyłącznie puste, jaskrawe ramy, które wielu osobom przypominają raczej drążki z siłowni plenerowych niż sprzęt dla dzieci.
Przedstawiciel Zarządu Zieleni odniósł się do zaistniałej sytuacji, przyznając, że to nieudana koncepcja. „Zdajemy sobie sprawę, że nie było to optymalne rozwiązanie, a funkcjonalność urządzeń mogła budzić wątpliwości i rozczarować mieszkańców. Dlatego siedziska zostały zdemontowane, bez dodatkowych kosztów” – podkreśla Adam Przegaliński, pełniący funkcję Głównego Specjalisty ds. komunikacji społecznej w tej jednostce. Urzędnik zaznacza równocześnie, że trwają już konsultacje z biurem projektowym, których celem jest stworzenie nowych elementów do bujania zgodnych z rygorystycznymi standardami bezpieczeństwa. „Dokładamy starań, aby nowe rozwiązanie zostało wdrożone w możliwie najkrótszym czasie” – deklaruje Przegaliński.
Mieszkańcy Ursynowa oceniają zdemontowane huśtawki za kilkadziesiąt tysięcy
Okoliczni spacerowicze nie ukrywają swojej konsternacji zaistniałym absurdem. „Szkoda pieniędzy na to wydanych, ale miejmy nadzieję, że coś wymyślą” – ocenia wprost 35-letni pan Marcin, którego spotkaliśmy na miejscu.
Zdecydowanie bardziej krytycznie do całej sprawy podchodzi 50-letni pan Jacek. „Niby tacy fachowcy, a nie przemyśleli takiej rzeczy” – stwierdza zaskoczony mężczyzna. Spacerowicz dodaje również, że to nie jedyna infrastrukturalna wpadka w tym rejonie, wskazując na nagle urywającą się tuż obok ścieżkę dla rowerzystów.
Znalazły się jednak osoby, które wykazują dużo większą dozę wyrozumiałości dla działań stołecznych urzędników. „Tylko ten kto nic nie robi, się nie myli” – podsumowuje krótko 70-letnia pani Lidia.
Podczas naszej wizyty w parku nad POW natrafiliśmy także na młodzież, która zdążyła sprawdzić atrakcję w momencie jej częściowego unieruchomienia. „Huśtawka były spoko, bujałam się i nie widziałam zagrożenia, bo były przywiązane. Mam nadzieję, że szybko je przywrócą” – tłumaczy nam 19-letnia Zuzia.
Pozostaje jeszcze kwestia kosztów tej niefortunnej inwestycji miejskiej. Zgodnie z informacjami przekazanymi nam bezpośrednio przez Zarząd Zieleni, wydatek na zakup oraz instalację pojedynczej ramy z jednym siedziskiem wyniósł około 4800 złotych brutto. W parku zamontowano łącznie siedem takich pojedynczych struktur. Oprócz nich postawiono również jeden większy stelaż zaopatrzony w trzy miejsca do bujania, którego wycena zamknęła się w kwocie około 8 tysięcy złotych brutto.