Piekarnia w Warszawie ukarana na 41 tys. zł przez dwa centymetry szyldu. Rafał Trzaskowski interweniuje

2026-10-30 15:01

Szyld wystający zaledwie o dwa centymetry omal nie zniszczył dorobku jej życia. Właścicielka małej piekarni z warszawskiego Mokotowa musi zapłacić kary sięgające z odsetkami ponad 41 tys. zł. W dramatycznej walce o przetrwanie sklepu nastąpił wreszcie oczekiwany przełom, a w całą sprawę zaangażował się prezydent stolicy Rafał Trzaskowski.

Od dwunastu lat Katarzyna Górnich-Czyżewska prowadzi mały sklep z pieczywem na warszawskim Mokotowie, ciesząc się dużą sympatią lokalnej społeczności. Niedawno jednak jej wieloletni biznes stanął na skraju bankructwa przez szyld, który wisiał nad sklepową witryną. Zarząd Dróg Miejskich dopatrzył się, że tablica reklamowa wystaje około dwóch centymetrów poza elewację budynku, co urzędnicy uznali za nielegalne zajęcie pasa drogowego.

W rezultacie nałożono na nią około 36 tys. zł kary, a kwota ta urosła wraz z odsetkami do ponad 41 tys. zł. Właścicielka tłumaczyła, że o całym problemie dowiedziała się dopiero w lutym 2024 roku i błyskawicznie zdemontowała podkładki powodujące odstawanie tablicy od muru. Przedstawiciele urzędu mieli jednak inne zdanie na ten temat, a sprawa zaszła tak daleko, że zajęto firmowe konto bankowe kobiety.

„To draństwo. Mają licencję na zabijanie małych biznesów” mówiła oburzona przedsiębiorczyni w rozmowie z „Super Expressem”.

Piekarnia na Mokotowie i 41 tys. zł kary. Jest porozumienie z ZDM

Gdy temat podjęły media, w tym „Super Express”, kierownictwo ZDM spotkało się z właścicielką piekarni. W piątek, 30 października, zorganizowano konferencję prasową, na której obie strony ogłosiły zawarcie kompromisu. Daje to szansę, że pani Katarzyna uniknie spłacania pełnej, olbrzymiej sumy.

„Na ten moment uzgodniliśmy, że wątpliwości w sprawie części kar, to jest około 60 proc. sumy kar, pozwalają na wznowienie postępowań i próbę umorzenia tych kar” przekazała właścicielka piekarni.

Dyrektor ZDM Łukasz Puchalski tłumaczył, że urzędnicy wzięli pod uwagę sytuację poprzedniego właściciela, pana Daniela. W przeszłości uiszczał on opłaty na rzecz spółdzielni za powieszenie reklamy, przez co mógł być przekonany, że działa w pełni legalnie. Ten właśnie argument otwiera drogę do anulowania części nałożonych należności.

Pozostaje jednak bardzo poważny haczyk, ponieważ dotychczas nie umorzono jeszcze ani złotówki z nałożonej kary. Zawarte porozumienie otwiera wyłącznie drogę do ponownego przeanalizowania części wydanych decyzji. Ostateczny rezultat oraz dokładna kwota ewentualnego umorzenia będą znane dopiero po zamknięciu całej procedury, więc pani Katarzyna wciąż nie ma pewności, że uniknie spłaty około 60 proc. długu.

Resztę naliczonej kwoty właścicielka sklepu musi cały czas regulować w systemie ratalnym i zapłaciła już dwie takie części. Urzędnicze procedury trwają, ale czas ucieka i nie wstrzymuje to kolejnych terminów płatności, które nieubłaganie się zbliżają.

„Rozumiemy oczywiście, że postępowanie, procesy administracyjne trwają. Ale mnie gonią terminy i płatności” podkreśliła pani Katarzyna.

Kobieta wyraziła również ogromną wdzięczność dla wszystkich ludzi, którzy okazali jej wsparcie oraz podziękowała mediom za nagłośnienie tego problemu.

„Bez tego dziś by nas tu nie było. A ja bym pewnie prawdopodobnie musiała zamknąć swoją działalność gospodarczą” przyznała.

Rafał Trzaskowski chce zmiany prawa w sprawie kar za szyldy

Los małej piekarni skłonił do działania prezydenta stolicy. Rafał Trzaskowski zadeklarował, że zwróci się do Ministerstwa Infrastruktury o nowelizację przepisów, które dziś nakazują naliczanie dziesięciokrotności opłaty za bezprawne zajęcie pasa drogowego. Obecne prawo traktuje bowiem na równi właściciela małego sklepu z lekko wystającym szyldem oraz wielką korporację reklamową, która z premedytacją i regularnie łamie regulacje.

„W Warszawie nikt nie powinien tracić firmy przez po prostu jeden szyld” stwierdził Trzaskowski w nagraniu opublikowanym na Facebooku.

Włodarz miasta wskazał na absurdalność obowiązujących przepisów, które nakładają identyczny przelicznik kary za małą tabliczkę nad lokalnym sklepem oraz za gigantyczny, nielegalny billboard na wiadukcie. Urzędnicy mają związane ręce i nie mogą dopasować dotkliwości finansowej do realnej wagi przewinienia.

Prezydent Warszawy proponuje, aby dziesięciokrotność stawki stanowiła jedynie górny limit kary, a nie sztywny przymus. Dzięki temu samorządy zyskałyby prawo do nakładania łagodniejszych sankcji w zależności od skali naruszenia. Drobni przedsiębiorcy popełniający niewielki błąd byliby traktowani ulgowo w porównaniu z wielkimi firmami reklamowymi, które celowo łamią prawo, a obecne kary bywają dla nich, zdaniem urzędników, wręcz za niskie.

„Ci, którzy wywiesili szyld albo postawili reklamę, jeżeli są małym przedsiębiorcą, to zupełnie inna sprawa niż ci, którzy notorycznie i specjalnie łamią przepisy” tłumaczył prezydent Warszawy.

Dodatkowo u boku prezydenta zostanie powołana specjalna komisja do indywidualnego badania spraw z karami sięgającymi minimum 10 tys. zł za zajęcie pasa drogowego. Nowy organ przeanalizuje sytuację danego przedsiębiorcy jeszcze przed wydaniem ostatecznej decyzji, szukając w przepisach łagodniejszych rozwiązań. Zgodnie z deklaracjami ZDM stosowne zarządzenie w tej sprawie może zacząć obowiązywać jeszcze przed końcem bieżącego roku.

„Kara ma pasować do przewinienia” podsumował prezydent Warszawy.

Kary ZDM za reklamy w Warszawie zniszczyły inne firmy

Otwartą kwestią pozostaje los właścicieli firm, którzy otrzymali kary wcześniej i od wielu miesięcy lub lat toczą spory z urzędami. Powołanie nowego zespołu nie spowoduje przecież automatycznego skasowania dotychczasowych długów u osób, które nie doczekały łagodniejszego podejścia władz.

Szef ZDM Łukasz Puchalski zwrócił uwagę, że ukarani właściciele firm mogą składać odwołania do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a potem kierować sprawy do sądów administracyjnych. Takie batalie prawne trwają jednak często długimi latami, podczas których zadłużenie nieustannie rośnie.

Na spotkaniu z dziennikarzami pojawiła się też inna właścicielka firmy, przybliżając swoją tragiczną historię związaną z karami za nośniki reklamowe. Kobieta relacjonowała, że zajęto jej konta w banku i straciła możliwość spłacania wynegocjowanych wcześniej rat zaległości wobec ZUS. Choć wielokrotnie rozmawiała z urzędnikami i szukała wyjścia z sytuacji, ostatecznie musiała zamknąć swój biznes.

„No i skończyło się na tym, że sklepu już nie ma, a my musimy płacić raty” mówiła kobieta.

O jak powszechnym zjawisku mowa? Według danych przedstawionych przez Łukasza Puchalskiego stołeczny ZDM wydaje każdego roku od 3 do 5 tysięcy zgód i decyzji dotyczących zajęcia pasa drogowego, co obejmuje także reklamy. Dyrektor szacuje, że sprawy karne stanowią ułamek tej liczby, nieprzekraczający jednej dziesiątej wszystkich przypadków, i bardzo często są wymierzone w te same firmy.

Z perspektywy urzędników są to po prostu kolejne procedury, wydane decyzje oraz składane odwołania. Natomiast dla drobnych przedsiębiorców każde takie pismo oznacza często utratę wieloletniego dorobku, oszczędności życia oraz dramatyczną walkę o byt własnej rodziny.

Chociaż sklep pani Katarzyny otrzymał właśnie szansę na dalsze działanie, ostateczna kwota do zapłaty wciąż pozostaje niewiadomą. Przykład przedsiębiorczyni zmuszonej do likwidacji biznesu udowadnia jednak, że przełom nie przyszedł na czas dla każdego. Ewentualna nowelizacja prawa nie zwróci już bowiem nikomu zamkniętej firmy, dawnych klientów ani wielu lat ciężkiej pracy przekreślonych jednym podpisem urzędnika.

41-tys. zł kary za 2cm szyldu. Piekarnia na Mokotowie walczy o przeżycie

ROLKI