Proces byłego księdza oskarżonego o morderstwo. Zatłukł podopiecznego siekierą i podpalił ciało

Na środku drogi zauważył płonącego człowieka. Ogień sięgał nawet trzech metrów. Świadek Marcin L. usiłował zgasić ciało ziemią, wzywając jednocześnie ratunek. Jak wyznał, bał się o swoje życie. W środę (7 października) przed radomskim Sądem Okręgowym ruszył wreszcie proces byłego proboszcza Mirosława M., którego śledczy oskarżają o wyjątkowo brutalne zabójstwo Anatola C. Mężczyzna opisał przed wymiarem sprawiedliwości przerażające sceny z miejsca zbrodni.

Funkcjonariusze policji wprowadzili byłego proboszcza na salę rozpraw w kajdankach. Mężczyzna jest oskarżony o popełnienie dwóch przestępstw. Do pierwszego ataku miało dojść 5 czerwca 2025 roku, kiedy to Mirosław M. rzekomo uderzył ofiarę w głowę nieustalonym, twardym przedmiotem. Zaledwie kilka tygodni później sytuacja powtórzyła się, ale tym razem atak okazał się śmiertelny dla 68-letniego Anatola C.

Z ustaleń prokuratury wynika, że 24 lipca 2025 roku w miejscowości Lasopol oskarżony rzucił się na znajomego z siekierą. Na potylicy ofiary śledczy ujawnili sześć ran rąbanych. Następnie były proboszcz rzekomo oblał ciało 68-latka łatwopalnym płynem i je podpalił. W wyniku tego Anatol C. doznał rozległych oparzeń drugiego i trzeciego stopnia głowy, tułowia oraz rąk i nóg. To właśnie te obrażenia skutkowały jego zgonem.

Zeznania Marcina L. Były ksiądz oskarżony o brutalne zabójstwo

Przed obliczem sądu stanął między innymi świadek Marcin L. To właśnie ten mężczyzna natknął się na płonące zwłoki Anatola C. na lokalnej drodze.

− Zobaczyłem palącego się człowieka na ziemi. Zacząłem obsypywać go ziemią z pola obok − relacjonował. Jak zeznał, widział, że mężczyzna już nie żyje. Mimo tego próbował jeszcze ugasić płonące ciało.

− Wykonałem połączenie z numerem alarmowym. W końcu udało się przekazać informacje o rodzaju zdarzenia i miejscu zdarzenia − mówił przed sądem.

Mężczyzna oczekiwał na przybycie odpowiednich służb ratunkowych. Do tego momentu nie ustawał w próbach ugaszenia ludzkich szczątków. Równocześnie skontaktował się telefonicznie ze swoją żoną oraz okolicznymi sąsiadami. W sądzie podkreślał, że czuł ogromny strach o własne bezpieczeństwo.

Najbardziej makabryczny okazał się jednak szczegółowy opis widoku, jaki zastał na miejscu zbrodni.

− Pamiętam ciało człowieka leżące na środku jezdni, płomienie sięgały momentami 3 metrów − zeznał.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Zgodnie z relacją świadka zwłoki Anatola C. znajdowały się na plecaku i leżały w poprzek drogi. Po upływie kilku minut na miejscu pojawiły się zastępy ochotniczej straży pożarnej, a także inne wezwane służby, które natychmiast rozpoczęły swoje działania.

Spór o majątek. Związek Anatola C. z oskarżonym o morderstwo Mirosławem M.

Zamordowany Anatol C. miał 68 lat. Z Mirosławem M. znał się od ćwierćwiecza. Początki ich znajomości sięgają czasów, gdy spotkali się w warszawskim Sanktuarium św. Faustyny. Z biegiem lat ich stosunki stawały się jednak coraz bardziej zawiłe. Jak ustalono, starszy mężczyzna miał przepisać na duchownego swoją rodzinną działkę, w zamian oczekując dożywotniego utrzymania, opieki oraz dachu nad głową. Z upływem czasu pomiędzy obydwoma znajomymi zaczął narastać poważny spór na tle majątkowym.

Tuż po lipcowej tragedii Mirosław M. trafił w ręce organów ścigania. Za kratami aresztu śledczego przebywa nieprzerwanie od lipca 2025 roku. Obecnie w radomskim Sądzie Okręgowym toczy się jego proces dotyczący usiłowania pozbawienia życia oraz morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Ostateczny wyrok w sprawie winy oskarżonego wyda sąd.

ROLKI