- Mija równo rok od okrutnego morderstwa nastoletniej Mai z Mławy.
- Rodzina ofiary zaplanowała na czwartek spotkanie w miejscu odnalezienia ciała dziewczyny.
- Jednocześnie postępowanie karne zmierza ku końcowi.
Rocznica śmierci Mai z Mławy. Bliscy uczczą pamięć nastolatki
W miejscu tragedii znów pojawią się kwiaty i zapłoną liczne znicze. Tego dnia najważniejsze pozostaje wspomnienie uśmiechniętej dziewczyny, która miała przed sobą całe życie - marzenia, plany i przyszłość, którą brutalnie jej odebrano.
– 23 kwietnia mija rok od zabójstwa Mai Kowalskiej z Mławy. O godzinie 19 rodzina spotka się w miejscu odnalezienia ciała, aby uczcić jej pamięć - poinformował se.pl pełnomocnik rodziny, dr Wojciech Marek Kasprzyk.
Ciało nastolatki odnaleziono 1 maja 2025 roku w kontenerze na śmieci ukrytym w zaroślach. W pobliżu znajduje się zakład produkujący parkiet należący do rodziny podejrzanego Bartosza G. To tam według ustaleń śledczych doszło do zbrodni w wyjątkowo brutalnych okolicznościach.
- Tak nawet zwierzęta nie postępują. Dopadnę zabójcę. Obiecałem to córce. Wciąż mam przed oczami miejsce, w którym ją znaleziono - mówił w rozmowie z o2.pl ojciec Mai, Jarosław Kowalski.
Polecany artykuł:
Ekstradycja Bartosza G. Podejrzany był na wycieczce
Gdy odnaleziono ciało Mai, główny podejrzany był już za granicą – na szkolnej wycieczce w Grecji. Zatrzymano go 6 maja 2025 roku w miejscowości Katerini. Potem rozpoczął się długi proces ekstradycji. Grecki sąd przez wiele miesięcy rozpatrywał wnioski i odwołania. Ostatecznie 18-latek trafił do Polski dopiero przed świętami Bożego Narodzenia, prawie siedem miesięcy po tragedii.
Po przewiezieniu do kraju usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.
Śledztwo jest teraz na ważnym etapie. Biegli zakończyli obserwację psychiatryczną podejrzanego. Kluczowa będzie ich opinia - od niej zależy, czy odpowie przed sądem i trafi do więzienia, czy do zamkniętego szpitala psychiatrycznego. Jeśli zostanie uznany za poczytalnego, grozi mu do 30 lat więzienia. Dożywocie nie wchodzi w grę, bo w chwili zdarzenia był niepełnoletni.
- Teraz czekamy na pisemną opinię biegłych w tej sprawie, co może potrwać kilka tygodni. Kiedy ją otrzymamy, zostanie ona przeanalizowana. Śledztwo zmierza już ku końcowi - przekazał nam Bartosz Maliszewski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku.