Spis treści
Nietypowa siedziba Telewizji Polskiej przy Woronicza
Obiekt zlokalizowany przy ulicy Woronicza 17 na warszawskim Mokotowie od samego początku generował potężne dyskusje. Gmach Telewizji Polskiej to bez wątpienia jedna z najszerzej komentowanych inwestycji z lat dwutysięcznych. Budowla bywa złośliwie określana mianem "Gargamela" i "uhonorowano" ją nawet architektoniczną antynagrodą "Makabryła", ale nie brakuje również głosów chwalących jej nietuzinkowy, mocno futurystyczny wygląd.
Za stworzenie koncepcji odpowiadała pracownia Czesława Bieleckiego, architekta i dawnego kandydata na fotel prezydenta stolicy (miał poparcie PiS-u), a prywatnie życiowego partnera słynnej scenarzystki Ilony Łepkowskiej.
Cały zamysł opierał się na postmodernizmie, pełnym rozmaitych nawiązań, odniesień i architektonicznych cytatów. Taka koncepcja wywoływała skrajne oceny. Przeciwnicy uważali budowlę za zdecydowanie przekombinowaną, z kolei zwolennicy dostrzegali w niej idealną metaforę samej instytucji, czyli nadawcy publicznego.
Zewnętrzna część budynku to prawdziwy miks kształtów, gdzie łatwo można zauważyć motywy kojarzące się z wieżą Babel czy dziobem wielkiego statku. W środku wygospodarowano natomiast przestrzeń dla najważniejszych struktur stacji: biura zarządu TVP, szefostwa poszczególnych anten oraz profesjonalnego studia nagraniowego.
Gmach TVP to Makabryła czy może ciekawa wizja?
Proces budowy trwał długie 7 lat, od 2001 do 2008 roku, a finalny efekt spotkał się z falą krytyki. Jej zwieńczeniem było nadanie budynkowi w 2008 roku mało zaszczytnego tytułu "Makabryły". Wówczas argumentowano, że gmach "przypomina muszlę ślimaka i jest zwieńczony spiralną, przeszkloną dwunastopiętrową więżą". Przywoływano też ostre komentarze internautów, którzy pisali: "Budynek TVP wygląda jak tania, chińska podróbka Franka Gehry'ego. Ponieważ architektura Gehre'ego to również przerost formy nad treścią, dlatego nowy gmach TVP to podwójna porażka" oraz "Czegoś tak okropnego jeszcze nie widziałem. Kto mógł zaprojektować coś tak obrzydliwego? Tyle pieniędzy i tak zepsuty".
Mimo tak burzliwej historii i mieszanych opinii, gmach na dobre wpisał się w tkankę Ksawerowa na Mokotowie. Stanowi teraz bardzo charakterystyczny element okolicy, wyraźnie odcinając się zarówno od zwykłej zabudowy mieszkalnej, jak i od pobliskich szklanych biurowców słynnego Mordoru.