Śmiertelne wypadki z udziałem rowerzystów w Warszawie i okolicach. Aktywista mówi o groźbach ze strony kierowców

W październiku na drogach Warszawy i pobliskich miejscowości życie straciły cztery osoby poruszające się z rowerami. Każde takie śmiertelne zdarzenie to ogromny dramat dla bliskich ofiar. Działający na rzecz bezpieczeństwa Tadeusz Baranowski zwraca uwagę na przejawy wrogości i agresji wymierzonej w miłośników dwóch kółek.

Ostatni z tych tragicznych wypadków miał miejsce we wtorek, 27 października, w miejscowości Stary Karolinów nieopodal Żyrardowa. Kierujący Dacią 73-latek uderzył tam w 42-letniego cyklistę, który w wyniku odniesionych obrażeń poniósł śmierć. Zaledwie cztery dni wcześniej na ulicy Modlińskiej w Warszawie 74-latek siedzący za kierownicą Mitsubishi wjechał w 27-letniego mężczyznę na rowerze. Poszkodowany zmarł po przewiezieniu do szpitala, a sam impakt był tak potężny, że jednoślad odrzuciło na dużą odległość.

Również tego samego dnia w Długosiodle śmierć poniósł 69-letni pieszy, który akurat prowadził swój rower. Z kolei na początku miesiąca, 2 października, w podkonstancińskich Gassach życie straciła 33-letnia kolarka potrącona przez samochód marki Volvo.

Tadeusz Baranowski o agresji kierowców wobec rowerzystów

W obliczu tych zdarzeń pojawia się pytanie o ewentualny wzrost agresji zmotoryzowanych wobec cyklistów. Reprezentujący stowarzyszenie Grupetto Warszawa Tadeusz Baranowski unika wrzucania wszystkich do jednego worka, jednak otwarcie zaznacza, że pewne postawy na drogach mogą przerażać.

„Uważam, że kierowcy zwracają coraz większą uwagę na rowerzystów i jeżdżą ostrożniej. Potwierdzają to również policyjne statystyki. Liczba śmiertelnych wypadków z udziałem rowerzystów w Polsce spada. Niestety, istnieje niewielka grupa kierowców, którzy wykazują się wyjątkową agresją wobec nas, rowerzystów, zarówno na drodze, jak i poza nią. W mediach społecznościowych coraz częściej spotykam się z wyzwiskami, a nawet stwierdzeniami, że miejsce rowerzystów jest na cmentarzu. Niektórzy otwarcie grożą, że będą w nas wjeżdżać, inni chwalą się celowym straszeniem rowerzystów na drodze czy opryskiwaniem ich płynem do spryskiwaczy. To na szczęście niewielka grupa, jednak konsekwencje takich zachowań mogą być tragiczne” – ocenia Tadeusz Baranowski.

Tragiczne wypadki z udziałem rowerzystów. Jakie były przyczyny?

Każde z opisywanych zdarzeń miało zupełnie inny przebieg i podłoże. Z wstępnych ustaleń funkcjonariuszy policji wynika, że sprawca potrącenia na ulicy Modlińskiej zignorował czerwone światło. W Gassach dramat rozegrał się w trakcie manewru wyprzedzania, natomiast w Starym Karolinowie widoczność mogło ograniczyć rażące słońce. Wypadek w Długosiodle wydarzył się zaś po zapadnięciu zmroku na pozbawionym oświetlenia odcinku trasy.

„Do tego dochodzi jesienna aura. Coraz wcześniej zapada zmrok, drogi bywają mokre i śliskie, widoczność jest ograniczona. Tymczasem wielu kierowców wciąż nie dostosowuje prędkości do warunków panujących na drodze. To mogło być jedną z przyczyn, dla których tegoroczny październik okazał się tak tragiczny dla rowerzystów” – wskazuje działacz ze stowarzyszenia Grupetto Warszawa.

Zderzenie samochodu z rowerem. Tadeusz Baranowski o nierównych szansach na drodze

Oczywiście wypadki drogowe nie zawsze są efektem zamierzonego ataku na osobę jadącą jednośladem. Niejednokrotnie do dramatu prowadzi ułamek sekundy dekoncentracji, błędne oszacowanie dystansu lub ryzykowny manewr na jezdni. Bez względu na powody, skutki kontaktu auta z rowerzystą bywają jednak nieodwracalne. Aktywista Tadeusz Baranowski zwraca w tym kontekście uwagę na rażącą dysproporcję szans obu uczestników ruchu.

„Żeby być uczciwym, trzeba przyznać, że również wśród rowerzystów zdarzają się osoby agresywne. Istnieje jednak ogromna dysproporcja sił. Agresywny rowerzysta może uszkodzić karoserię samochodu czy urwać lusterko. Oczywiście nie chcę tego bagatelizować. Sam jestem kierowcą i byłbym wściekły, gdyby ktoś zniszczył mi samochód. Ale agresywny kierowca może rowerzystę zabić. To zupełnie inny ciężar czynu. Życie mamy tylko jedno. Mamy rodziny, współmałżonków, dzieci…” – podsumowuje Tadeusz Baranowski.

Na hulajnogę? Na rower? Tylko w kasku!

ROLKI