Tragiczna śmierć 16-latki na warszawskich Bielanach. Sąd zdecydował o losie urzędników

2026-02-20 13:54

W piątek, 20 lutego, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza zamknął sprawę tragicznej śmierci nastolatki w Parku Stawy Kellera. Na ławie oskarżonych zasiadali m.in. były burmistrz Bielan Tomasz Mencina (obecny wiceprezydent Warszawy), jego ówczesny zastępca Artur W. oraz pracownicy budowlani Tomasz G. i Waldemar W. Sąd wskazał winnych zaniedbań, które doprowadziły do dramatu, nie wszyscy usłyszeli wyroki skazujące.

Wyrok w sprawie Magdy

i

Autor: KLAUDIA SZYMCZAK/ESKA WARSZAWA, MAREK KUDELSKI, TOMASZ RADZIK/SUPER EXPRESS
  • Zakończył się wieloletni proces dotyczący śmiertelnego wypadku nastolatki na rolkach w parku na Bielanach.
  • Sąd uniewinnił byłych burmistrzów dzielnicy, karząc jednocześnie osoby bezpośrednio nadzorujące budowę.
  • Pełnomocnik rodziny zmarłej dziewczyny zapowiada złożenie apelacji od wyroku.
Tak doszło do tragicznego wypadku w Warszawie. 6-letni chłopiec zginął na placu Szembeka

Tragedia w Parku Stawy Kellera

Postępowanie sądowe, które trwało od września 2022 roku, znalazło swój finał. Dotyczy zdarzenia z 31 marca 2017 roku. Tego dnia nastolatka zjeżdżała na rolkach alejką o znacznym nachyleniu, prowadzącą ze skarpy w kierunku ulicy Gdańskiej. Trasa kończyła się gwałtownie – asfalt przechodził w grunt, co doprowadziło do utraty równowagi przez dziewczynę. 16-latka upadła wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu, ponosząc śmierć na miejscu.

Sprawa trafiła do sądu. Na ławie oskarżonych urzędnicy

Opiekunowie ofiary od początku wskazywali na brak odpowiednich zabezpieczeń i oznakowania prowadzonych robót. W 2021 roku akt oskarżenia objął cztery osoby, którym zarzucono niedopełnienie obowiązków. Przed wymiarem sprawiedliwości stanęli ówczesny burmistrz Bielan Tomasz Mencina (obecnie wiceprezydent stolicy), jego zastępca Artur W. oraz osoby odpowiedzialne za nadzór i prowadzenie inwestycji: Tomasz G. i Waldemar W.

Kluczowym celem procesu było ustalenie, czy decyzje urzędników przyczyniły się do powstania śmiertelnego zagrożenia. Byłemu burmistrzowi zarzucano nieutrzymanie obiektu w stanie bezpiecznym, z czym Tomasz Mencina się nie zgadzał, twierdząc, że nie ponosi odpowiedzialności za ten wypadek. Podobne zarzuty usłyszał jego ówczesny zastępca.

Prokuratura: „To wyglądało jak pułapka”

Śledczy argumentowali, że trasa była w rzeczywistości nieukończonym placem budowy, stwarzającym realne niebezpieczeństwo, a inwestycję prowadzono bez wyłączenia drogi z ruchu. Prokurator Agata Bomze, która była na miejscu zdarzenia, obrazowo opisała sytuację.

- Prowadzący z wysokiego wzniesienia asfaltowy pas urywał się przed ulicą, gdzie był pas gruntu. Wyglądało to jak pułapka - mówiła prokurator.

Obrońcy wnosili o uniewinnienie, twierdząc, że oskarżeni działali w granicach swoich kompetencji i nie odpowiadają za techniczne zabezpieczenie terenu.

Przejmujące słowa matki 16-letniej Magdy

W trakcie procesu jedynie były wiceburmistrz zdecydował się przeprosić bliskich ofiary. Wstrząsające zeznania złożyła matka zmarłej.

- Moja jedyna córka była moją dumą, moją radością i nadzieją na stare lata. Ta niedokończona ścieżka była dla niej śmiertelną pułapką – mówiła przed sądem mama Magdy, którą zacytował TVN 24.

- Sąd brał pod uwagę pisemną opinię biegłego z zakresu budownictwa, w części opierając się na niej. De facto była to ścieżka wykonana częściowo, w budowie, i w takim stanie nie powinna być w ogóle udostępniona użytkownikom. Jeśli została wybudowana, powinna być wykonana tak, aby nie stanowiła zagrożenia i była odpowiednio, a nie prowizorycznie, zabezpieczona.

Ogłoszenie wyroku. Uniewinnienia i wyroki w zawieszeniu

Wyrok ogłoszono w piątek, 20 lutego 2026 roku. Na sali nie pojawił się żaden z oskarżonych. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza oczyścił z zarzutów byłych włodarzy dzielnicy: Tomasza Mencinę oraz Artura W. Inaczej oceniono działania osób bezpośrednio nadzorujących prace. Zarówno kierownik budowy, jak i inspektor nadzoru usłyszeli wyroki roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Dodatkowo zasądzono od nich po 20 tysięcy złotych nawiązki na rzecz rodziny.

Uzasadnienie

Sąd uznał winę Tomasza G., który zatwierdził odbiór robót mimo ich faktycznego niezakończenia i braku zabezpieczeń.

- W związku z tym nie zapewnił bezpieczeństwa remontowanej ścieżki od dnia 8 grudnia 2016 r. do 31 marca 2017 r., czym bezpośrednio naraził Magdalenę K. na utratę zdrowia i życia - przeczytała uzasadnienie sędzia Agnieszka Chojnacka-Chechłacz.

Odpowiedzialność ponosi również Waldemar W., który pozostawił niebezpieczny uskok ziemny. Obaj mężczyźni otrzymali trzyletni zakaz wykonywania zawodu odpowiednio inspektora nadzoru i kierownika budowy.

Sędzia podkreśliła kluczową rolę dokumentacji zdjęciowej oraz opinii biegłego. Wynikało z nich, że trasa była w budowie i nie powinna być dostępna dla rolkarzy czy pieszych.

- W tej sprawie winę można przypisać tylko dwóm osobom: kierownikowi budowy i inspektorowi nadzoru – słyszeliśmy na sali rozpraw. - Tomasz G. i Waldemar W. byli na terenie parku Stawy Kellera. Jeden z nich odbierał zakres prac i akceptował budowę, Waldemar W. kierował tą budową. Te osoby miały świadomość negatywnych skutków realizowanej inwestycji – podkreśliła sędzia.

W uzasadnieniu zaznaczono, że brak zapisów o zabezpieczeniu w umowie nie zwalnia z przestrzegania Prawa budowlanego. Faktem pozostaje brak ogrodzenia i tablic ostrzegawczych. Sąd wziął pod uwagę niekaralność skazanych jako okoliczność łagodzącą.

- Nawiązka ma jedynie charakter symboliczny, ale tylko taki wyrok może zostać uznany za sprawiedliwy – oceniła sędzia.

W przypadku urzędników kluczowy okazał się podział kompetencji w zarządzie. Nie wykazano, by mieli oni świadomość zagrożenia lub by było ono im zgłaszane.

– Sąd karny ma za zadanie ustalić, czy działanie oskarżonych było zawinione, a w tym przypadku nie można przypisać im winy – tłumaczyła sędzia. – Sąd nie wykazał, aby osoby te miały świadomość istniejącego zagrożenia i nie podjęły stosownych działań.

Pełnomocnik rodziny zapowiada apelację

Strona oskarżycielska nie zgadza się z pełną treścią orzeczenia.

- Z naszego punktu widzenia wyrok jest tylko częściowo sprawiedliwy, po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia na pewno będziemy wnosić o apelację - zapowiedział mecenas Mateusz Nowicki, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych.