Spis treści
- Na warszawskiej Białołęce doszło do niezwykle niebezpiecznego zdarzenia z udziałem wędkarza, który wpadł do zimnej wody.
- W akcję ratunkową zaangażowali się funkcjonariusze straży miejskiej, strażacy oraz przypadkowi świadkowie, widząc gasnące siły poszkodowanego.
- Skonstruowanie prowizorycznego sprzętu z dostępnych elementów pozwoliło utrzymać tonącego na powierzchni.
- Szczegóły interwencji służb ujawniają nietypowe okoliczności całego incydentu na kanale.
Walka o życie wędkarza. Straż miejska interweniuje nad Kanałem Żerańskim
W poniedziałek, 23 marca, na warszawskiej Białołęce rozegrały się sceny mrożące krew w żyłach. Do funkcjonariuszy patrolujących okolicę ul. Kupieckiej podbiegł zdenerwowany przechodzień i zaalarmował ich, że w odnodze Kanału Żerańskiego topi się człowiek. Sytuacja wymagała błyskawicznej reakcji, ponieważ przebywanie w lodowatej wodzie drastycznie obniżało szanse poszkodowanego na przetrwanie.
- Funkcjonariusze natychmiast pobiegli we wskazane miejsce i rzeczywiście zauważyli w lodowatej wodzie walczącego o życie, starszego mężczyznę i przygodnych wędkarzy, którzy desperacko próbowali dostać się do niego z wysokiego brzegu kanału - relacjonuje Jerzy Jabraszko ze stołecznej straży miejskiej. - Tonący był spanikowany i u kresu sił. Jego głowa raz po raz znikała pod powierzchnią wody. Gdy się wynurzał, ledwo łapał powietrze i wzywał pomocy - dodaje.
Polecany artykuł:
Pasy taktyczne i nurek straży pożarnej w akcji ratunkowej
Służby błyskawicznie przystąpiły do działania. Z uwagi na stromy brzeg i niską temperaturę rzędu zaledwie kilku stopni, strażnicy użyli swoich służbowych pasów oraz liny, tworząc z nich doraźną uprząż. Jeden z mundurowych zwiesił się w stronę lustra wody, podczas gdy pozostali świadkowie oraz partnerka z patrolu mocno trzymali go za nogi. Taka asekuracja pozwoliła 69-latkowi chwycić rzucony sprzęt i utrzymać się przy betonowej ścianie kanału. Wyciągnięcie zmarzniętego i ociężałego od mokrych ubrań wędkarza okazało się jednak niemożliwe z tego poziomu. Kluczowe okazało się wsparcie, które nadeszło z drugiego brzegu, skąd dopłynął strażak-płetwonurek. Jego interwencja ostatecznie pozwoliła bezpiecznie przetransportować wycieńczonego mężczyznę na twardy grunt.
Zbudował tratwę i łowił ryby pod wpływem alkoholu
Zaraz po wyciągnięciu na brzeg, mocno wychłodzony 69-latek został okryty kocem termicznym przez mundurowych. Ze względu na poważne wyziębienie organizmu, wezwany na miejsce zespół ratownictwa medycznego zdecydował o natychmiastowym przewiezieniu go do szpitala.
- Według zeznań świadków, mężczyzna w stanie upojenia alkoholowego, łowił ryby z pokładu własnoręcznie wykonanej, prowizorycznej tratwy. W pewnym momencie miał się zachwiać i wpaść w ubraniu do wody. Mimo wielu prób, nie był w stanie wgramolić się na tratwę. Stracił siły i zaczął się topić. Na szczęście pomoc przyszła w samą porę - przekazał Jerzy Jabraszko.