Spis treści
Zarzuty dla pijanego sprawcy wypadku w Warszawie
Sprawca groźnego zdarzenia na stacji paliw przy ul. Ostródzkiej z początku października usłyszał zarzuty, o czym informuje „Super Express”. Zaraz po kolizji, mężczyzna z obrażeniami trafił do placówki medycznej, gdzie pobrano mu krew. Jak się okazało, wynik badania wskazał aż 2,98 promila alkoholu w organizmie. Trzeźwienie zajęło mu prawie dwie doby. Co więcej, według ustaleń policji, w jego krwi wykryto też substancję psychoaktywną o działaniu przypominającym alkohol.
Dopiero we wtorek, 6 października, prokurator pofatygował się do szpitala, by przedstawić 31-latkowi zarzut. Na podstawie art. 178a par. 1 kodeksu karnego, mężczyzna odpowie za kierowanie pojazdem po pijanemu. Za to przestępstwo nieodpowiedzialnemu kierowcy grozi kara do trzech lat więzienia.
- Mężczyzna został już przesłuchany. Nie był w stanie ustosunkować się do zarzutów prokuratora referenta, tłumacząc się tym, że nic nie pamięta z niedzielnych wydarzeń. 31-latek nadal przebywa w szpitalu. Nałożono na niego dozór policyjny. W przeszłości nie był karany - wyjaśnia w rozmowie z „Super Expressem” prok. Marzena Kiełek-Łopińska, reprezentująca Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga. To jednak nie wyczerpuje problemów mężczyzny z prawem.
Śledczy planują powołać biegłego, który oceni wielkość strat spowodowanych przez brawurową jazdę kierowcy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że 31-latek ponownie pojawi się w prokuraturze i tym razem usłyszy zarzuty związane ze zniszczeniem mienia.
- Po skompletowaniu dokumentacji, prokuratura skieruje ostateczny akt oskarżenia do sądu - uzupełnia prok. Marzena Kiełek-Łopińska. Dodatkowo wiadomo, że sprawca nie korzystał wcześniej z pomocy psychiatrycznej.
Renault z impetem uderzyło w stację paliw przy Ostródzkiej
Informacja o groźnym zdarzeniu wpłynęła do służb 4 października, krótko przed północą. Ze zgłoszenia wynikało, że kierowca renault z ogromną siłą uderzył w boczną ścianę budynku stacji benzynowej przy ulicy Ostródzkiej. Na miejsce natychmiast zadysponowano straż pożarną oraz policję.
- Kiedy przybyliśmy pod wskazany adres, okazało się, że zmiażdżony samochód stoi w płomieniach. Ogień zaczął również trawić część budynku, w który wbity był pojazd. Wezwaliśmy łącznie dwa zastępy PSP, czyli 10 strażaków. Z ogniem walczyliśmy niemal godzinę. Ostatecznie przy wykorzystaniu dwóch prądów wody w natarciu ugasiliśmy pożar - przekazuje reporterowi „Super Expressu” st. kpt. Wojciech Kapczyński ze stołecznej Państwowej Straży Pożarnej.
W momencie uderzenia w środku budynku znajdowała się jedynie kasjerka. Na szczęście zarówno pracownica stacji, jak i kierowca samochodu zdołali wydostać się na zewnątrz o własnych siłach.
Po opanowaniu pożaru, strażacy użyli kamer termowizyjnych, aby wykluczyć obecność ukrytych ognisk pożaru. By w pełni zabezpieczyć teren, musieli rozebrać fragment konstrukcji stacji paliw. Ostatnie zastępy wróciły do koszar tuż po pierwszej w nocy. Chwilę później na zgliszcza weszli policjanci z komendy na Białołęce.