Wjechał w stację benzynową. Wybuchł pożar

Potężna dawka alkoholu nie powstrzymała kierowcy przed szaleńczą jazdą, która zakończyła się na ścianie warszawskiej stacji paliw. Chwilę po zderzeniu rozbity wrak zajął się ogniem, a sprawca o własnych siłach opuścił pojazd. Z żywiołem przez ponad godzinę walczyły zastępy straży pożarnej, a sprawą nieodpowiedzialnego 31-latka zajęli się stołeczni funkcjonariusze.

Pijany kierowca uderzył w stację benzynową na Ostródzkiej

Informację o groźnym zdarzeniu służby ratunkowe odebrały w niedzielę, 4 października, na kilka minut przed północą. Z relacji wynikało, że rozpędzony samochód osobowy marki renault z ogromnym impetem uderzył w bok stacji benzynowej przy ulicy Ostródzkiej. Na miejsce natychmiast skierowano patrole policji oraz jednostki straży pożarnej.

- Kiedy przybyliśmy pod wskazany adres, okazało się, że zmiażdżony samochód stoi w płomieniach. Ogień zaczął również trawić część budynku, w który wbity był pojazd. Wezwaliśmy łącznie dwa zastępy PSP, czyli 10 strażaków. Z ogniem walczyliśmy niemal godzinę. Ostatecznie przy wykorzystaniu dwóch prądów wody w natarciu ugasiliśmy pożar - przekazał w rozmowie z reporterem „Super Expressu” st. kpt. Wojciech Kapczyński ze stołecznej PSP.

W momencie wypadku wewnątrz budynku przebywał zaledwie jeden pracownik. Na szczęście zarówno jemu, jak i sprawcy zamieszania udało się bezpiecznie opuścić zagrożony teren, dzięki czemu nikt nie odniósł żadnych obrażeń.

Strażacy skrupulatnie przeszukali pogorzelisko przy użyciu kamer termowizyjnych, aby wykluczyć obecność ukrytych ognisk pożaru. Całkowite zlikwidowanie zagrożenia wymagało rozebrania części konstrukcji stacji paliw. Ratownicy zakończyli działania i wrócili do jednostki o godzinie 1:09 w nocy. Następnie do pracy na miejscu przystąpili funkcjonariusze policji z Białołęki.

Policjanci zatrzymali 31-latka po wypadku w Warszawie

- Kierowcą renault był 31-letni obywatel Polski. Mężczyzna odmówił poddania się badaniu na poziom alkoholu we krwi. Zabrano go więc do szpitala, gdzie pobrano od niego krew. Wstępne wyniki pokazują, że kierowca miał aż 2,9 promila alkoholu w organizmie oraz zażywał środki działające podobnie do alkoholu - taką informację przekazał podkom. Maciej Saciuk z KRP VI.

Mundurowi zabezpieczyli wrak pojazdu należącego do 31-latka, a przyczyny pojawienia się ognia szczegółowo zbada specjalista z zakresu pożarnictwa. Z informacji zdobytych przez „Super Express” wynika, że sprawca zdarzenia wciąż przebywa w placówce medycznej ze względu na konieczność przeprowadzenia specjalistycznych badań. Najprawdopodobniej w poniedziałek wieczorem lub we wtorek rano usłyszy oficjalne zarzuty i zostanie przesłuchany.

Funkcjonariusze z warszawskiej Białołęki wciąż gromadzą dowody i wkrótce rozpoczną przesłuchiwanie świadków zdarzenia. Wiadomo już, że zatrzymany był w przeszłości doskonale znany organom ścigania ze względu na inne przewinienia. Mimo to mężczyzna posiadał ważne uprawnienia do kierowania pojazdami.

Chciał spalić lokatorów, bo pokłócił się z partnerką

ROLKI