- Śledczy zajmą się ustaleniem przyczyn pożaru hali w Płocku.
- Ogień gasiło 52 zastępy straży pożarnej, w tym jednostki z Warszawy.
- Mieszkańcy pobliskiego bloku musieli zostać ewakuowani, ale nikt nie ucierpiał.
Polecany artykuł:
Straż pożarna przekazała pogorzelisko w Płocku policji
Pożar wybuchł w poniedziałek wieczorem w hali usługowo-magazynowej o powierzchni około 8 tys. metrów kwadratowych. W budynku działało kilkanaście firm i magazynów. Strażacy przez całą noc walczyli z ogniem, a we wtorek po południu zakończyli dogaszanie pogorzeliska. Obecnie teren zabezpiecza policja.
Akcja była bardzo duża. W szczytowym momencie na miejscu pracowały 52 zastępy straży pożarnej, czyli około 160 strażaków. Do działań skierowano również jednostki z okolicznych powiatów, Warszawy oraz straże zakładowe Orlenu i PERN.
Polecany artykuł:
Prokuratura w Płocku szuka przyczyn
Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, dlatego sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Płocku. Śledczy będą ustalać, jak doszło do wybuchu ognia i co było jego źródłem. W postępowaniu pomoże biegły z zakresu pożarnictwa, który weźmie udział w oględzinach pogorzeliska.
Drony skanują miejsce pożaru w Płocku
Skala zniszczeń jest tak duża, że śledczy na razie nie mogą wejść do wnętrza hali. Najpierw budynek musi zostać sprawdzony przez inspektorów nadzoru budowlanego, którzy ocenią, czy przebywanie w jego pobliżu jest bezpieczne. Niewykluczone, że konieczna będzie rozbiórka pozostałości obiektu.
Oględziny będą prowadzone stopniowo, równolegle z usuwaniem zniszczonych elementów hali. Już teraz śledczy wykorzystują drony, które dokumentują pogorzelisko z powietrza. Zabezpieczane są także nagrania monitoringu, dokumentacja budynku oraz zeznania świadków, które mogą pomóc w ustaleniu przyczyn pożaru.
Kilkadziesiąt osób musiało opuścić blok
Pożar był na tyle groźny, że ewakuowano mieszkańców pobliskiego bloku. Płomienie zbliżały się do rosnących obok drzew i istniało ryzyko, że ogień przeniesie się na budynek mieszkalny. Strażakom udało się jednak opanować sytuację i po około półtorej godziny mieszkańcy wrócili do swoich mieszkań. Wcześniej z płonącej hali ewakuowano sześć osób.
Akcję gaśniczą utrudniał zawalony dach i uszkodzona konstrukcja budynku. Strażacy mogli gasić pożar jedynie z zewnątrz. W hali znajdowały się też łatwopalne materiały, m.in. papier z drukarni oraz wyposażenie salonu meblowego. Mimo skali pożaru nikt nie został ranny. Do szpitala na obserwację trafił jeden strażak, który zasłabł z wyczerpania.
Gęsty dym był widoczny w wielu częściach miasta. Mieszkańcy otrzymali alerty z zaleceniem zamknięcia okien. Jakość powietrza przez cały czas monitorowali strażacy ze specjalistycznej grupy chemicznej, a sytuację obserwowano także przy pomocy dronów.