Zarzuty dla kierowcy autobusu. Wypadek na Ochocie

Prokuratura po prawie trzech miesiącach przedstawiła kilka zarzutów kierowcy autobusu miejskiego. Czesław Ś. usłyszał je w związku z dramatycznym zdarzeniem na warszawskiej Ochocie. Grozi mu wieloletnie więzienie, a w wypadku poszkodowanych zostało 15 osób. Kierowca nie przyznaje się do winy i odmawia składania wyjaśnień.

Autobus wjechał w przejście podziemne. Kierowca usłyszał zarzuty

Prawie trzy miesiące po niebezpiecznym incydencie na warszawskiej Ochocie, prokuratura ogłosiła decyzję o przedstawieniu zarzutów. Czesław Ś. usłyszał je w piątek, 2 października. Mężczyzna jest podejrzany o sprowadzenie bezpośredniego zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym.

Jak wynika z komunikatu Prokuratury Okręgowej w Warszawie, kierowcy postawiono kilka zarzutów z kodeksu karnego. Chodzi m.in. o spowodowanie wypadku, obrażenia ciała powyżej 7 dni oraz zniszczenie mienia. Za te czyny pracownikowi MZA grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.

- Wykonano już czynności procesowe z podejrzanym. Podejrzany Czesław Ś. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. Wobec wymienionego zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji z obowiązkowym stawiennictwem 2 razy w tygodniu we właściwej jednostce policji oraz zakazu opuszczania kraju wraz z zatrzymaniem paszportu - przekazał Piotr Antoni Skiba, rzecznik prasowy warszawskiej prokuratury.

Podstawą do sformułowania zarzutów były opinie biegłych. Prokuratorzy oparli się na ekspertyzie technicznej pojazdu, wnioskach specjalisty od rekonstrukcji wypadków i zapisach z kamer monitoringu, w tym z wnętrza autobusu.

- W przedmiotowej sprawie aktualnie koniecznym jest przeprowadzenie jednorazowego badania sądowo-psychiatrycznego podejrzanego, a także uzyskanie uzupełniającej opinii toksykologicznej oraz przeprowadzenie innych czynności, koniecznych do wszechstronnego wyjaśnienia sprawy i zakończenia postępowania - dodał prokurator Skiba.

Autobus przez 60 metrów pchał samochód

Dramat rozegrał się 5 lipca bieżącego roku, tuż przed 18:00, w pobliżu Dworca Zachodniego i ronda Zesłańców Syberyjskich. Pojazd marki Solaris, kursujący na linii 186, przemieszczał się ulicą Bitwy Warszawskiej 1920 r. w kierunku Alej Jerozolimskich. Według śledczych, w okolicy przystanku autobus zderzył się z samochodem marki Opel Corsa.

Na pierwszym uderzeniu się nie skończyło. Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że ciężki autobus przepchał osobówkę przez około 60 metrów, niemal do wejścia do podziemnego przejścia.

Oba pojazdy zatrzymały się dopiero w rejonie schodów. Solaris czołowo wjechał w ścianę i strop tunelu. Rozpoczęła się skomplikowana akcja ratownicza. Straż pożarna musiała zabezpieczyć autobus i wydobyć zniszczony samochód. W wyniku wypadku poszkodowanych zostało 15 osób.

Biegli wykluczyli awarię Solarisa

Zaraz po lipcowej tragedii spekulowano, czy powodem nie była awaria układu hamulcowego lub usterka elektroniki. Aby to sprawdzić, autobus przetransportowano do fabryki producenta w Bolechowie. Specjaliści szczegółowo przeanalizowali układ hamulcowy, kierowniczy oraz dane z komputera pokładowego.

Eksperci nie znaleźli żadnych usterek, które mogłyby doprowadzić do tak poważnego wypadku.

– Pojazd został oddany do fabryki w Bolechowie. Tam eksperci i biegli potwierdzili, że z autobusem, jeżeli chodzi o systemy hamowania i kierowania, jest wszystko w porządku. To na pewno nie była wina wadliwego autobusu – mówił niedawno w rozmowie z „Super Expressem” Adam Stawicki z Miejskich Zakładów Autobusowych.

W następstwie wypadku Czesław Ś. został zawieszony w obowiązkach kierowcy MZA. Jak udało się ustalić, mężczyzna zakończył współpracę z przewoźnikiem miejskim.

Rozbity autobus może jeszcze kiedyś przewozić pasażerów w Warszawie. Decyzja zależy od kosztorysu naprawy. Przedstawiciele MZA deklarowali wcześniej, że jeśli przywrócenie Solarisa do stanu używalności będzie opłacalne, zostanie on naprawiony.

Ten proboszcz to prawdziwy duszpasterz. Nie oddamy go

ROLKI