Spis treści
Przemysław Kamiński postanowił przejść do czynów i nie poprzestawać na samej blokadzie numeru PESEL. Poszkodowany pacjent skierował do firmy MyDr oficjalne przedsądowe wezwanie do zapłaty drogą pocztową. Mężczyzna oczekuje wypłaty zadośćuczynienia i odszkodowania w wysokości 30 tysięcy złotych.
Jak wyjawił w rozmowie z „Super Expressem”, jego głównym problemem jest ogromny stres. Pacjent kompletnie nie ma pojęcia, w czyje ręce trafiły jego dane, co się z nimi teraz dzieje i czy nie posłużą do jakichś oszustw.
Jestem osobą pokrzywdzoną w wyniku tego zdarzenia. Opóźnione przekazanie informacji spowodowało dodatkowy stres, poczucie zagrożenia oraz utratę kontroli nad własnymi danymi osobowymi – przekonuje Przemysław Kamiński.
„Nie wiem, kto ukradł te dane”
Mężczyzna mówi wprost, że całkowita niewiedza dotycząca tego, kto stoi za kradzieżą i jakie ma intencje, jest dla niego najbardziej obciążająca. Niepewność spędza mu sen z powiek.
Problem dotyczy danych zgromadzonych w bazach MyDr. Kamiński dowiedział się o wycieku, otrzymując powiadomienia z trzech różnych ośrodków zdrowia: przychodni Medicus w Kostrzynie nad Odrą, gorzowskiego Centrum Medycznego Medi Raj oraz Szpitala Powiatowego Gajda Med zlokalizowanego w Pułtusku.
Złodzieje mogli wejść w posiadanie numeru PESEL i szczegółów dotyczących stanu zdrowia. Mężczyznę uprzedzono o ryzyku oszustw i bezprawnego wykorzystania tych informacji.
Kamiński jest pierwszą osobą, która po sierpniowym ataku hakerskim publicznie zażądała pieniędzy od MyDr. Na ten moment nie skierował jeszcze sprawy do sądu. Firma dostała od niego dwa tygodnie na uregulowanie należności. Jeśli spółka zignoruje wezwanie, pacjent zapowiada kroki prawne.
Czy po wycieku z MyDr ruszy fala pozwów?
Bardzo możliwe, że wkrótce pojawi się więcej podobnych roszczeń. W internecie już teraz trwają rozmowy pacjentów na temat ewentualnego pozwu zbiorowego. Choć na razie to tylko luźne dyskusje, sprawa może nabrać tempa.
Rozmiar ataku jest bowiem potężny. Według Ministerstwa Cyfryzacji w ręce przestępców mogły wpaść dane aż 18,8 mln osób leczących się w ponad 12 tysiącach placówek w całym kraju.
Należy jednak pamiętać, że samo bycie w bazie nie gwarantuje uzyskania odszkodowania. Trzeba będzie dowieść poniesionej szkody oraz jej związku z wyciekiem. Zdaniem Kamińskiego w jego sytuacji wystarczającym powodem jest ciągły stres i całkowita utrata poczucia bezpieczeństwa.
Prezes MyDr przeprasza za „stres i niepewność”
Warto przypomnieć, że po całym zamieszaniu głos zabrał Piotr Miluski, prezes MyDr. W swoim oświadczeniu zamieszczonym w sieci przepraszał pacjentów właśnie za wywołany „niepokój, stres i niepewność”.
Teraz jeden z poszkodowanych wycenił te negatywne emocje na 30 tys. zł i oczekuje rekompensaty.
Sprawa jest też analizowana przez odpowiednie służby. Urząd Ochrony Danych Osobowych sprawdza procedury w firmie MyDr, badając m.in. sposób zabezpieczenia danych i przeprowadzane oceny ryzyka.
Według wcześniejszych komunikatów Ministerstwa Cyfryzacji ataki hakerskie dotyczyły dostępu do danych historycznych. Kamiński nie zamierza bezczynnie czekać i jeśli MyDr nie zapłaci mu żądanej kwoty, najpewniej skieruje sprawę na drogę sądową.