Syn zmarłej 39-latki zabiera głos po wypadku w Sokolnikach Suchych
Do tragicznego zdarzenia doszło w środę, 9 września, na przejeździe zlokalizowanym w Sokolnikach Suchych na terenie gminy Wieniawa. Rozpędzony skład PKP Intercity jadący z Lublina Głównego do Szczecina uderzył w samochód ciężarowy. Siła uderzenia poderwała lokomotywę, która następnie obróciła się w powietrzu i zmiażdżyła przód pierwszego wagonu pasażerskiego.
Właśnie tam podróżowała 39-letnia pani Agata, ponosząc śmierć na miejscu jako jedyna ofiara katastrofy. Kobieta osierociła 15-letniego syna Wiktora. W środę stacja TVN wyemitowała reportaż w programie „Uwaga!”, w którym rodzina zmarłej opowiedziała o swoim dramacie.
- Ten pierwszy wagon cały był rozpruty, była wielka dziura do środka. Zrozumiałem, że mama musiała tam siedzieć - wspomina z bólem w reportażu 15-letni Wiktor.
Nastolatek w materiale programu podzielił się również swoimi przemyśleniami z ostatnich chwil życia kobiety: „Zastanawiam się, co ona mogła myśleć w trakcie tego zdarzenia, jakie emocje przez nią przechodziły. Czy myślała, że zginie”.
Młody chłopak zdecydował się na bolesne wyznanie, obok którego nikt nie potrafi przejść obojętnie.
- Zastanawiałem się, czy to w ogóle jest prawdziwe, co się wydarzyło. Ale już dochodzi do mnie, że to wszystko jest prawdziwe i że już nigdy więcej jej nie zobaczę, już nigdy więcej nie doznam jej czułości i już nigdy więcej nie porozmawiam. A bardzo chciałem z mamą porozmawiać ostatni raz. Chciałbym jej powiedzieć, że nie doceniałem tego, co robiła dla mnie. A robiła to wszystko z serca. Starała się każdemu pomóc - mówił w reportażu "UWAGA!" TVN.
Partner ofiary katastrofy pociągu relacjonuje wydarzenia
Gdy w stacjach informacyjnych zaczęto relacjonować wypadek na torowisku, rodzina od razu połączyła te doniesienia z podróżą pani Agaty do Łodzi. Pan Piotr, życiowy partner kobiety, natychmiast ruszył do Sokolnik Suchych, wciąż licząc na cud. Widok na miejscu całkowicie go jednak załamał. Służby medyczne toczyły tam rozpaczliwą walkę o życie 39-latki. Chociaż na krótko udało się przywrócić jej parametry życiowe, obrażenia okazały się śmiertelne.
- Przy torach stało chyba pięć osób. Wiem, że był ktoś z policji, prokurator. Wtedy powiedziano mi, że jest jedna ofiara śmiertelna, o którą bardzo długo walczyły, bo przez chwilę odzyskała czynności życiowe. Ale niestety nie udało się. W tym momencie przeraziłem się, nogi mi się ugięły. Prokurator pokazał mi zdjęcie. Ona wyglądała jakby spała - wyznaje ze smutkiem w reportażu "UWAGI!" pan Piotr.
Śledztwo w sprawie katastrofy kolejowej
Postępowanie w sprawie katastrofy prowadzą obecnie śledczy z Prokuratury Rejonowej w Przysusze. Według wstępnej hipotezy, kierujący pojazdem ciężarowym nie zareagował na sygnalizację świetlną przed przejazdem i wjechał na tory wprost pod zbliżający się pociąg, którym podróżowało około 120 pasażerów. Doprowadziło to do poważnego wykolejenia lokomotywy oraz prawie wszystkich wagonów ze składu.
- Prokuratura Rejonowa w Przysusze wszczęła w dniu dzisiejszym śledztwo w sprawie nieumyślnego sprowadzenia w dniu 09 września 2026 roku w miejscowości Sokolniki Suche gm. Wieniawa katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu i zdrowiu około 120 osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, polegającej na wykolejeniu się pociągu pasażerskiego relacji Lublin Główny - Szczecin w wyniku zderzenia samochodu ciężarowego z tym pociągiem, następstwem czego była śmierć jednej osoby oraz powstanie obrażeń ciała u innych pasażerów i obsługi pociągu - przekazała po zdarzeniu w oficjalnym komunikacie prokurator Aneta Góźdź z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Za spowodowanie takiego wypadku przewidziano karę od pół roku do ośmiu lat więzienia. Oprócz ofiary śmiertelnej, w zdarzeniu ucierpiało wielu pasażerów, a osiem z nich wymagało transportu do szpitali w Opocznie, Kielcach i Radomiu.
Protesty na kolei i zapowiedź radykalnych zmian w przepisach
Tragedia wywołała ogromne poruszenie wśród pracowników kolei, którzy 11 września zorganizowali ogólnokrajową akcję protestacyjną. Aby uzmysłowić kierowcom brak wyobraźni na drodze, pociągi dojeżdżające do przejazdów kolejowych zwalniały do zaledwie 20 km/h.
Krok w tej sprawie zapowiedziały również władze państwowe. Szef resortu infrastruktury, Dariusz Klimczak, ogłosił plan błyskawicznej nowelizacji prawa. Według założeń, każdy kierowca łamiący zakaz wjazdu na przejazd przy opuszczających się rogatkach lub czerwonym świetle, będzie musiał liczyć się z automatycznym zatrzymaniem uprawnień do kierowania na trzy miesiące.