Dyrektor zakładu opiekuńczego za kratami. Miał wymuszać haracze od rodzin pacjentów

Oddała pod jego opiekę swoją chorą matkę, po czym żyła w strachu o jej przyszłość w ośrodku. Jak ustalili śledczy, szef placówki opiekuńczo-leczniczej w pobliżu Radomia domagał się od niej nieformalnych opłat. Przerażona córka uiszczała po 450 zł miesięcznie, by zabezpieczyć pobyt seniorki. W końcu sprawą zajęły się służby.

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy „Jaśmin” w Starym Goździe miał być ostoją spokoju dla przewlekle chorych i niesamodzielnych pacjentów, oferując im całodobowe wsparcie. Tymczasem śledczy odkryli, że dyrektor ośrodka mógł zorganizować tam bezwzględny system wyłudzeń. Tomasz G., według ustaleń organów ścigania, domagał się od bliskich podopiecznych dodatkowych kwot, chociaż koszty leczenia w pełni pokrywał Narodowy Fundusz Zdrowia.

Dyrektor radomskiego ZOL żądał pieniędzy. Córka płaciła 450 zł

Wśród poszkodowanych znalazła się kobieta, której matka przebywała w placówce. Chcąc zagwarantować jej ciągłość opieki, ugięła się pod presją. Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że Tomasz G. ustalił comiesięczny haracz na poziomie 450 zł.

Zastraszona kobieta trzykrotnie wręczyła mu pieniądze, oddając łącznie 1350 zł. Zrobiła to wyłącznie ze strachu – obawiała się, że bez łapówki dyrektor wyrzuci jej matkę na bruk.

Sprawa nabrała tempa dzięki funkcjonariuszom wydziału antykorupcyjnego stołecznej policji. 29 września, bezpośrednio po tym jak zainkasował kolejną ratę, dyrektor wpadł w ręce służb.

„Kobieta podporządkowała się żądaniu zapłaty z obawy, że jej matka może utracić możliwość dalszego pobytu w ZOL-u” – informuje prok. Aneta Góźdź, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Afera w Starym Goździe trwa od lat. Tłumaczenia zatrzymanego

Wychodzi na jaw, że proceder mógł trwać znacznie dłużej. Śledczy badają incydent z lipca 2020 roku. Wówczas Tomasz G. miał wycenić „spokój” na 450,23 zł miesięcznie, jednak tamta rodzina nie dała się zastraszyć i odmówiła wpłat.

W trakcie policyjnych czynności dyrektor nie wypierał się przyjmowania pieniędzy, ale kategorycznie odrzucał oskarżenia o szantaż. Przekonywał, że bliscy pacjentów sami z siebie ofiarowywali kwoty od 100 do 500 zł, by podnieść standard życia w placówce.

Prokuratorzy nie uwierzyli w wersję o dobrowolnych darowiznach. Tomasz G. dostał dwa zarzuty o charakterze korupcyjnym. 2 października radomski sąd rejonowy nakazał zamknąć go w areszcie na trzy miesiące.

Nowe ofiary w ZOL „Jaśmin”. Grozi mu 10 lat więzienia

Skala nadużyć może być ogromna. Jak donosi „Super Express”, funkcjonariusze odbierają kolejne zawiadomienia od osób czujących się ofiarami dyrektora. Teraz śledczy analizują te doniesienia, by zweryfikować, ilu rodzinom Tomasz G. groził usunięciem bliskich z zakładu.

Policja zachęca do kontaktu wszystkich, którzy byli zmuszani do opłat w ZOL „Jaśmin”. Za popełnione przestępstwa Tomasz G. może spędzić w więzieniu nawet dekadę. Ostateczny wyrok w jego sprawie wyda sąd.

„Niewykluczone, że podejrzanemu zostaną postawione kolejne zarzuty” – mówi „Super Expressowi” prok. Aneta Góźdź.

Co powiedziała obrończyni Bartosza G. przed rozprawą?

ROLKI