Spis treści
Wyczerpany łoś utknął w mule. Szybka reakcja przechodniów
Niedzielna przechadzka nad Wisłą przerodziła się w dramatyczną sytuację. Czwartego października przed południem w okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego grupa znajomych zauważyła potężnego łosia, który z trudnością próbował wydostać się z mułu. Zwierzę znajdowało się blisko zjazdu na plażę nr 555 i wyglądało na skrajnie wyczerpane.
Świadkowie natychmiast wybrali numer alarmowy 112. Zgłoszenie trafiło do nowodworskiej straży pożarnej, do której przesłano szczegółowe informacje, w tym zdjęcia oraz precyzyjną lokalizację w formie pinezki.
– Powiedziano nam, że przyjedzie straż i wezwą zarządzanie kryzysowe. Podaliśmy im dokładne dane, gdzie znajduje się łoś, wysłaliśmy zdjęcia i pinezkę – opowiedziała czytelniczka profilu Miejski Reporter.
Martwe zwierzę po niespełna tygodniu od zgłoszenia
W sobotę, 10 października, spacerowiczka ponownie pojawiła się w tym samym miejscu. Jej oczom ukazał się makabryczny widok. Zwierzę znajdowało się dokładnie tam, gdzie utknęło w niedzielę, ale było już martwe. Poziom wody w rzece opadł, odsłaniając małą wysepkę z truchłem łosia.
Kobieta, oburzona biernością ratowników, postanowiła nagłośnić sprawę w mediach. Była przekonana, że gdyby strażacy pojawili się na czas, udałoby się ocalić zwierzę.
Z relacji zgłaszającej wynika, że dyspozytor zapewnił ją o wysłaniu na miejsce strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej w Zakroczymiu. Niestety, wiele wskazuje na to, że służby mogły uznać to wezwanie za nieuzasadnione.
Seria zgłoszeń i niewyjaśnione okoliczności
Jak donosi „Super Express”, nowodworscy strażacy odnotowali od 1 do 3 października kilka podobnych interwencji dotyczących łosia w pobliżu Wisły. Na miejscu interweniowali wówczas druhowie z OSP Zakroczym oraz OSP Trębki Nowe.
- W trakcie wcześniejszych interwencji ustalono, że łoś regularnie przedostaje się na wiślaną wyspę. Uznano wówczas, że nie znajduje się w bezpośrednim niebezpieczeństwie - wyjaśnił w rozmowie z „Super Expressem” kpt. Paweł Plagowski, rzecznik prasowy KP PSP w Nowym Dworze Mazowieckim.
Z tego powodu kolejne powiadomienia mogły zostać potraktowane jako pomyłka. Kpt. Plagowski podkreślił, że nie ma pewności, czy wszystkie te sygnały dotyczyły tego samego osobnika, co ma zostać szczegółowo wyjaśnione.