Pacjent spadł z noszy i zmarł. "Stoczył się ratownikom na betonowy chodnik, byli zajęci"

2026-09-11 13:18

87-letni Ryszard F. miał trafić do szpitala po tym, jak źle się poczuł i tracił przytomność. Podczas wynoszenia go z mieszkania wydarzyła się tragedia – mężczyzna spadł z noszy i uderzył głową o chodnik. Dziś przed Sądem Rejonowym w Siedlcach odpowiadają lekarz i dwaj ratownicy medyczni. Świadkowie zeznają, że pacjent nie był przypięty pasami.

87-latek spadł z noszy

Do tragedii doszło w sierpniu 2024 roku przy ul. Woszczerowicza w Siedlcach. Córka wezwała karetkę do 87-letniego Ryszarda F., który źle się czuł, tracił przytomność i skarżył się na liczne dolegliwości. Na miejsce przyjechali lekarz oraz dwaj ratownicy medyczni. Po zbadaniu pacjenta zdecydowano o przewiezieniu go do szpitala. Senior został ułożony na noszach i rozpoczęto transport z mieszkania znajdującego się na trzecim piętrze. W pewnym momencie mężczyzna spadł z noszy na chodnik i rozciął sobie głowę. Został przewieziony do szpitala, jednak jego życia nie udało się uratować.

Prokuratura zarzuca medykom zaniedbanie

Prokuratura uważa, że pacjent nie został odpowiednio zabezpieczony podczas transportu.

- Nieprzypięcie pasami bezpieczeństwa naraziło mężczyznę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia - mówił prokurator Robert Więckiewicz z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.

Oskarżeni nie przyznają się do zarzutów

Ratownik Kacper Ł. tłumaczył przed sądem, że pacjent był nieprzytomny i miał przykurczone ręce oraz nogi. Jak wyjaśniał, z tego powodu nie został przypięty pasami. Według jego relacji podczas transportu drogę miała także zajechać rowerzystka, co miało przyczynić się do upadku 87-latka.

Świadkowie widzieli upadek

Podczas czwartkowej rozprawy, 10 września, sąd przesłuchał mieszkańców bloku przy ul. Woszczerowicza. Świadkowie obserwowali transport chorego i przedstawili własną wersję wydarzeń. Pani Agnieszka przekonywała, że nawet jeśli pacjent nie był przypięty pasami, ratownicy powinni odpowiednio go zabezpieczyć.

- Jeżeli już pan Ryszard nie był przypięty pasami, to należało tak go asekurować podczas przewożenia, żeby nie spadł. Było ich tam trzech, jeden mógł podtrzymywać nieprzytomnego mężczyznę - zeznała kobieta.

Jeszcze mocniej sytuację opisał Stanisław Cała, który obserwował zdarzenie z samochodu.

- Pacjent normalnie stoczył się ratownikom na betonowy chodnik. Żaden z nich nie zareagował, bo byli zajęci czym innym - powiedział świadek. Proces przed Sądem Rejonowym w Siedlcach nadal trwa. Kolejna rozprawa odbędzie się w najbliższym czasie.

Źródło: Super Express

40 minut czekali z akcją ratowniczą. Ratownicy usłyszeli zarzuty