Rodzinny dramat w Raciążu. Ojciec zabił żonę, syn zamordował dziadków

2026-03-09 8:26

Niepozorny bliźniak w mazowieckim Raciążu niczym nie odróżniał się od innych budynków w okolicy. Zadbana posesja i spokojna ulica stanowiły tło dla życia starszego małżeństwa, które lokalna społeczność doskonale kojarzyła z codziennych aktywności. Mężczyzna przez wiele lat zajmował się naprawą sprzętu AGD, natomiast jego żona chętnie udzielała się społecznie i śpiewała w miejscowym chórze. Po dramatycznych wydarzeniach sprzed kilku lat, kiedy to ich syn zabił żonę, starsi państwo przygarnęli pod swój dach wnuka. Posesja miała być bezpieczną przystanią wolną od przemocy, jednak ostatecznie stała się areną kolejnego koszmaru.

Makabryczne zdarzenie z udziałem Aleksandra G.

Tragedia rozegrała się w Środę Popielcową. Dwudziestodziewięcioletni Aleksander G. brutalnie odebrał życie swoim opiekunom, osiemdziesięciosześcioletniemu Andrzejowi oraz siedemdziesięciodwuletniej Danucie G.

  • Młody mężczyzna najpierw rzucił się na swojego dziadka, a zaledwie chwilę później zaatakował również babcię.
  • Podczas napaści posługiwał się długim nożem przypominającym ogrodową maczetę oraz niewielkim toporkiem. Zadawał niezwykle silne i powtarzalne ciosy. Śledczy pracujący na miejscu ustalili, że napastnik poćwiartował ciała. Jeden z odciętych fragmentów wrzucił następnie do węglowego pieca, który służył wcześniej do ogrzewania budynku i suszenia odzieży.
  • Po dokonaniu tych czynów mężczyzna jakby oprzytomniał. O godzinie 22.40 wykręcił numer alarmowy, po czym poinformował o całym zdarzeniu.

Zatrzymanie 29-latka z Raciąża i zarzuty prokuratorskie

Sprawca nie podjął żadnej próby ucieczki i spokojnie wyczekiwał na przyjazd patrolu na zewnątrz budynku. Był umyty, zmienił odzież i nie znajdował się pod wpływem alkoholu. Funkcjonariusze, którzy weszli do środka posesji, zastali obraz niewyobrażalnych zniszczeń. Płońska prokuratura przedstawiła zatrzymanemu zarzuty dokonania dwóch zabójstw ze szczególnym okrucieństwem, do których mężczyzna oficjalnie się przyznał. W trakcie trwającego pięć godzin przesłuchania dwudziestodziewięciolatek zachowywał pełne opanowanie i chłodną kalkulację. Przekazywał organom ścigania szczegółowe wyjaśnienia, nie zdradzając przy tym absolutnie żadnych emocji.

Szokujące relacje sąsiadów rodziny z Raciąża

Zaledwie parę dni przed tragedią okoliczni mieszkańcy obserwowali, jak młody mężczyzna troskliwie opiekował się starszą kobietą. Odprowadzał ją na nabożeństwa, nosił ciężkie siatki z jedzeniem, a w domu dbał o jej wygodę. Aktywnie zajmował się również odśnieżaniem posesji i regularnie odwiedzał miejsce spoczynku swojej matki. Nic nie zwiastowało tak gwałtownego obrotu spraw, a wizerunek idealnego członka rodziny mocno zakorzenił się w świadomości lokalnej społeczności. 69-letnia Alicja Jędrzejak w wywiadzie dla "Super Expressu" z trudem opisała swoje niedowierzanie.

Patrzyłam na niego i myślałam: dobry wnuk, pomaga staruszce. A teraz słyszę, że pociął dziadka maczetą i wrzucił nogę do pieca? To jest niewyobrażalne. Jakby w człowieku coś się urwało - mówiła poruszona w rozmowie z "SE".

Zdumienia nie kryje również anonimowy mężczyzna z bliskiego sąsiedztwa, który z niedowierzaniem podzielił się swoimi przemyśleniami z dziennikarzami na temat usposobienia napastnika.

- To nie był żaden awanturnik. Cichy, zamknięty w sobie, ale grzeczny. Jak się dowiedziałem, co zrobił, to mnie zatkało. Pomagał babci, a potem zrobił coś tak potwornego - kręcił głową rozmówca reportera "Super Expressu".

Brutalna przeszłość Marka G., ojca z Raciąża

To nie pierwsza skrajnie dramatyczna sytuacja w historii tej rodziny. Sześć lat wcześniej czterdziestopięcioletni Marek G., ojciec Aleksandra, zaatakował swoją żonę. Beata Agnieszka G. wracała samochodem po całodobowym dyżurze pielęgniarskim, gdy mąż zablokował jej przejazd na bocznej drodze. Napastnik stłukł szybę w pojeździe i zaczął uderzać kobietę toporem w głowę. Kiedy ofiara próbowała ratować się ucieczką, mężczyzna oblał ją łatwopalną cieczą i podłożył ogień. Badania pośmiertne dowiodły jednoznacznie, że kobieta wówczas jeszcze żyła. Po wszystkim sprawca poszedł do swojego domu, zniszczył zakrwawioną odzież i udał się do zakładu pracy, gdzie ostatecznie ujęła go policja. Sąd wymierzył mu karę dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności, biorąc pod uwagę szczególne okrucieństwo oraz wieloletnie dręczenie bliskiej osoby.

Za murami tego domu od lat panowała niezwykle toksyczna atmosfera, pełna krzyków, zastraszania i psychicznego terroru. Aleksander G. dorastał w środowisku, w którym jego ojciec systematycznie nękał matkę, początkowo stosując przemoc słowną, później fizyczną, by na koniec posunąć się do najgorszego. O skomplikowanej sytuacji panującej w tym związku opowiedziała lokalna mieszkanka.

Marek był zazdrosny o Agnieszkę, ona w końcu go zostawiła. Śledził ją nawet po tym, jak wyprowadziła się od niego - powiedziała nam kobieta z Raciąża.

Mieszkańcy Raciąża spekulują o powracającej klątwie

Kiedy ojciec trafił za kratki, opiekę nad wnukiem przejęli starsi państwo. Dziadkowie robili wszystko, aby stworzyć mu bezpieczny azyl i zrekompensować życiowe braki. Zapewnili mu własny pokój oraz namiastkę normalnego funkcjonowania, mając ogromną nadzieję, że uda im się przerwać spiralę brutalności w nowym pokoleniu. Ich wysiłki i oddanie zakończyły się jednak dramatycznym finałem.

Dziś w całej okolicy krążą opowieści o przerażającej powtarzalności tragicznego losu. Najpierw starszy z rodu odebrał życie matce dwudziestodziewięciolatka, a po latach syn w identycznie niszczycielski sposób zaatakował rodziców swojego ojca. Zło powróciło dokładnie do tego samego budynku. Reporter "Super Expressu" zanotował wstrząsające słowa podsłuchane pod miejscowym sklepem.

- To jakaś klątwa nad rodziną - usłyszał na miejscu.

Inny z okolicznych mieszkańców wskazał kolejną, mroczną teorię, próbując w jakikolwiek sposób logicznie wyjaśnić motywy działania młodego mężczyzny z sąsiedztwa.

- Jedna zbrodnia rodzi drugą. Być może syn ukarał dziadków za swojego ojca - zastanawiał się poruszony.

Organy ścigania wciąż intensywnie analizują przyczyny tego skrajnie niezrozumiałego czynu. W przestrzeni publicznej krążą nieoficjalne informacje o leczeniu psychiatrycznym sprawcy. Ostateczne i wiążące odpowiedzi mają przynieść specjalistyczne ekspertyzy biegłych, jednak dla lokalnej społeczności najważniejszy pozostaje sam fakt, że w obrębie tych samych murów po raz drugi wydarzyła się tak gigantyczna tragedia.

Obecnie wokół zablokowanego policyjnymi taśmami budynku panuje głucha cisza. Zwykła, podmiejska posesja została szczelnie zamknięta, a na furtce umieszczono oficjalne plomby. Przechodnie znacząco zwalniają krok, wciąż próbując pojąć, w jaki sposób z pozoru uprzejmy chłopak zmienił się nie do poznania. Jeszcze przed chwilą ulica wyglądała całkowicie normalnie - zżyci sąsiedzi, starsze małżeństwo i młody człowiek budujący swoje życie na nowo.

Decyzją sądu, który w pełni przychylił się do wniosku śledczych, podejrzany Aleksander G. trafił już do aresztu tymczasowego. To właśnie za więziennym murem spędzi najbliższy czas w oczekiwaniu na rozpoczęcie procesu karnego. Za pozbawienie życia swoich bliskich może usłyszeć wyrok nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Pokój Zbrodni - Radosław J. Targówek