Wszystko zaczęło się 10 lutego 2020 roku. Patryk B. pojechał do rezerwatu przyrody Łęgi Oborskie i wykopał tam płytki grób. Łopatę przyniósł z domu. Jak ustalono, działał z premedytacją. Do wspólnego wyjazdu do lasu namówił swoją znajomą oraz Kornelię, która niczego nie podejrzewała.
Tragiczne wydarzenia w rezerwacie Łęgi Oborskie
Nastolatka była przekonana, że jedzie świętować urodziny koleżanki. Zamiast tego trafiła w miejsce, gdzie czekała na nią śmierć. W lesie doszło do dramatycznych wydarzeń: alkohol, zabawa i strzały z wiatrówki miały być tylko przykrywką. W pewnym momencie Patryk B. wycelował w Kornelię i oddał strzał, jednak broń nie zadziałała. Dziewczyna myślała, że to tylko głupi żart.
Chwilę później sytuacja wymknęła się spod kontroli. Patryk B. zaatakował nastolatkę, dusząc ją. Ofiara próbowała się bronić, ale została powalona na ziemię. Do szarpaniny dołączyła Martyna S., która przeładowała broń i oddała strzały.
Jak relacjonował Patryk B.: − Nie ruszała rękami, rzucała się tylko na boki. Uderzyłem ją dwa razy i przestała się ruszać. Zasypałem piachem i rzuciłem kilka patyków. Kiedy zasypałem, to się nie ruszała już. Gdy ją zakopaliśmy, nie było widać części ciała.
Z kolei Martyna S. przedstawiała to inaczej: − Dusił ją przez jakiś czas, ja tylko stałam i patrzyłam się z boku. Wtedy on po prostu do niej strzelił, gdy ona leżała na ziemi. Najpierw na niej siedział, ale po tym wstał i strzelił jej w głowę. Złapał ją za rękę, przekręcił do grobu i ona wtedy wpadła głową do grobu.
Po wszystkim sprawcy ukryli ciało w płytkim dole i zasypali je ziemią. Kornelia zniknęła, a jej los przez długi czas pozostawał nieznany.
Zaginięcie Kornelii i przełom w śledztwie
Prawda wyszła na jaw dopiero dwa miesiące później, gdy przypadkowy przechodzień natrafił na ciało nastolatki. Wtedy ruszyło śledztwo, które ujawniło brutalną zbrodnię. Patryk B. usłyszał zarzut zabójstwa już w kwietniu 2020 roku. Martyna S., która w chwili czynu była niepełnoletnia, trafiła do schroniska dla nieletnich, a o jej odpowiedzialności zdecydował sąd rodzinny.
Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie zapadł wyrok. Oboje zostali skazani na 25 lat więzienia. Sędzia wskazał, że brak było okoliczności łagodzących, a czyn był wyjątkowo brutalny i zaplanowany. Prokuratura nie zgodziła się z takim rozstrzygnięciem i złożyła apelację. Sprawą zajął się Sąd Apelacyjny w Warszawie, który ostatecznie podtrzymał wyrok.
W 2025 roku zapadło ostateczne rozstrzygnięcie − wyrok 25 lat więzienia stał się prawomocny. Patryk B. będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie dopiero po 20 latach.
− Będę musiał się z tym pogodzić, ale nigdy nie wybaczę i będę to nosić w sercu − mówił Piotr, ojciec Kornelii.