Zastrzelił kolegę podczas interwencji na Pradze. Jest akt oskarżenia dla policjanta

Tragiczny finał policyjnej interwencji na warszawskiej Pradze znajdzie swój epilog w sądzie. Śledczy właśnie zamknęli dochodzenie w sprawie śmierci 35-letniego funkcjonariusza, który zginął od kuli wystrzelonej przez swojego kolegę z patrolu. Bartosz Z. usłyszał poważne zarzuty dotyczące nieuzasadnionego sięgnięcia po broń palną. Funkcjonariuszowi grozi teraz kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 23 listopada 2024 roku w rejonie ulicy Inżynierskiej na warszawskiej Pradze-Północ. Funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie o pijanym awanturniku, który rzekomo uzbrojony był w maczetę. W odpowiedzi na to wezwanie skierowano zarówno patrole w mundurach, jak i funkcjonariuszy w strojach cywilnych. Rutynowa z pozoru akcja przybrała najgorszy z możliwych obrotów, kończąc się fatalnym w skutkach postrzałem jednego ze stróżów prawa z rąk własnego partnera ze służby.

Podczas zabezpieczania terenu Bartosz Z., przydzielony do Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI, zdecydował się na użycie służbowego pistoletu. Oddany przez niego strzał dosięgnął działającego w cywilu sierżanta sztabowego Mateusza Biernackiego. Pocisk ranił 35-latka w rejonie obojczyka, co natychmiast zapoczątkowało desperacką akcję ratunkową na miejscu zdarzenia. Pomimo błyskawicznego transportu do placówki medycznej przy ulicy Szaserów i starań personelu szpitalnego, postrzelony policjant zmarł jeszcze tego samego dnia, pozostawiając żonę i dwójkę małoletnich dzieci.

Prokuratura oskarża funkcjonariusza. Strzał na warszawskiej Pradze pod lupą śledczych

Finał prokuratorskiego postępowania nastąpił po prawie 24 miesiącach drobiazgowego badania akt sprawy. Dokładnie 7 października 2026 roku przedstawiciele Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga oficjalnie przekazali do sądu akt oskarżenia wymierzony w strzelającego policjanta. Zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na sformułowanie jednoznacznych wniosków kończących wielomiesięczne śledztwo.

– Bartosz Z. oddał pojedynczy strzał z pistoletu służbowego – przekazała w oficjalnym komunikacie prok. Marzena Kiełek-Łopińska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Według ustaleń organów ścigania, oskarżony mundurowy dopuścił się rażącego przekroczenia posiadanych uprawnień służbowych. Analiza zdarzenia wykazała, że sięgnięcie po broń palną było całkowicie bezpodstawne i łamało wewnętrzne procedury policji. Brak odpowiedniej ostrożności podczas interwencji bezpośrednio doprowadził do śmiertelnego w skutkach incydentu na Pradze.

Kluczowym elementem trwającego dochodzenia okazała się specjalistyczna ekspertyza z zakresu działań służb. Ekspert zajmujący się taktyką interwencji policyjnych przygotował opinię, która zaważyła na ostatecznym kształcie aktu oskarżenia. Ten niezwykle istotny dokument jednoznacznie potwierdził założenia przyjęte na wczesnym etapie przez śledczych.

– Opinia biegłego potwierdza to, na co wskazywał materiał dowodowy. Biegły ocenił, że użycie broni było niezgodne z przepisami i nieuzasadnione okolicznościami – mówił wówczas w rozmowie z TVP3 Warszawa prokurator Remigiusz Krynke.

Bartosz Z. nie przyznaje się do winy. Przed sądem powalczy o wolność

Wobec Bartosza Z. sformułowano zarzuty przekroczenia uprawnień oraz doprowadzenia do powstania ciężkich obrażeń, które ostatecznie skutkowały zgonem drugiego policjanta. Oskarżony stanowczo odrzucił twierdzenia prokuratury i zaprzeczył swojej winie w tej sprawie. Przedstawił własną wersję wydarzeń, jednak śledczy uznali złożone przez niego wyjaśnienia za sprzeczne z zabezpieczonym materiałem dowodowym.

W toku prowadzonego postępowania organy ścigania wnioskowały o umieszczenie podejrzanego w areszcie tymczasowym, jednak wymiar sprawiedliwości odrzucił ten wniosek. Zamiast pobytu za kratkami, na stróża prawa nałożono środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru oraz kaucji wynoszącej 50 tysięcy złotych. Dodatkowo mężczyzna został natychmiastowo zawieszony w wykonywaniu wszelkich obowiązków służbowych w komendzie.

Losy Bartosza Z. leżą teraz wyłącznie w rękach sędziów, a potencjalne konsekwencje są niezwykle surowe. Za popełnione przestępstwo polski kodeks karny przewiduje sankcje od pięciu lat pozbawienia wolności aż do kary dożywotniego więzienia. Niezależnie od ostatecznego werdyktu sądu, żadna decyzja wymiaru sprawiedliwości nie zwróci życia sierżantowi sztabowemu Mateuszowi Biernackiemu, a jego osierocona rodzina na zawsze pozostanie w żałobie.

ROLKI