Tragiczny wypadek na Grochowskiej w Warszawie
W poniedziałek wieczorem Komenda Stołeczna Policji poinformowała, że informacja o wypadku, do którego doszło na skrzyżowaniu ulic Zamienieckiej i Grochowskiej, wpłynęła do funkcjonariuszy kilkanaście minut po godz. 15:00. "Ze wstępnych informacji wynika, że kierująca Fordem 28-latka, wykonując manewr skrętu w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającej ulicą Grochowską Toyocie. Doszło do zderzenia obu pojazdów, w wyniku którego Toyota została wytrącona ze swojego pasa ruchu i uderzyła w grupę osób oczekujących przed przejściem dla pieszych" - przekazali mundurowi.
Jak dodali, w zdarzeniu poszkodowane zostały cztery osoby. Trzem kobietom udzielono pomocy w szpitalu, a najmłodszego rannego - 6-letniego chłopca - nie udało się niestety uratować.
"Zarówno kierująca Fordem kobieta, jak i prowadzący Toyotę mężczyzna zostali przebadani na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Byli trzeźwi. Pod nadzorem prokuratora na miejscu zdarzenia prowadzone są oględziny z udziałem biegłego z zakresu ruchu drogowego. Decyzją prokuratora kierowcy obu pojazdów zostali zatrzymani" - dodali funkcjonariusze.
Czytaj również: Tragiczny wypadek w Warszawie, w którym zginął 6-letni chłopiec. Jest nagranie
Zarzuty po wypadku przy Placu Szembeka
- Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Południe. Prokurator zdecydował, że przedstawi zarzuty o czyny z artykułu 177 paragraf 1 i 2 Kodeksu karnego, czyli spowodowanie wypadku komunikacyjnego w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym wobec jednej osoby i ze skutkiem w postaci obrażeń ciała na okres powyżej siedmiu dni wobec trzech innych osób - powiedziała reporterowi ESKI rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Karolina Staros. Kierującym grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Jak dodała rzecznik, prokurator dysponował materiałem dowodowym, na którego podstawie doszedł do wniosku, że "obaj kierowcy naruszyli zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym". - Naruszyli je w takim stopniu, że są współodpowiedzialni za to zdarzenie. Gdyby pojazd A zachował się tak jak powinien, a pojazd B przy swojej nieostrożności, wtedy nie doszłoby do zdarzenia o tych skutkach i odwrotnie - gdyby pojazd A zachował się tak nieostrożnie, jak się zachował, ale pojazd B zachowałby się ostrożnie, tak jak powinien, to wtedy nie doszłoby do tego zdarzenia. Wobec czego suma naruszeń zasad bezpieczeństwa jednego i drugiego pojazdu stanowi skutek w postaci właśnie tego zdarzenia - wyjaśniła.
Później w rozmowie z PAP rzecznik przekazała, że "kobieta przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia, natomiast mężczyzna nie przyznał się i nie złożył wyjaśnień". Dodała, że prokuratura nie wnioskowała o stosowanie wobec nich środków zapobiegawczych.
Wypadek na Pradze-Południe (19.01.2026) - zobacz zdjęcia: